Bo róże były za czerwone…

Chłopak Kaśki upiekł tort, Anety pokusił się o zakup bukietu stu czerwonych róż, Adrian zabrał Olkę do Włoch, Maciek załatwił bilety do teatru w najlepszych miejscach, a mój niewdzięczny facet wrócił do domu po ośmiu godzinach pracy i dostałam niemalże spazmów, gdy siedząc w kuchni i czekając, aż ukochany poprowadzi mnie do sypialni drogą usypaną z płatków róż, usłyszałam dźwięk otwieranej puszki z piwem.
A przecież dzisiaj są walentynki…

Chciałam was serdecznie po dłuższej przerwie powitać w czasach, w których miłość definiuje się za pomocą wielkości tortu, koloru kwiatów, czy wysokości budżetu, który pozwoliłby udać się zakochanym w romantyczną zagraniczną podróż.

Ustaliłyśmy pewną niepisaną regułę, która stanowi, iż w pewne określone dni roku facet powinien zachować się w bardziej lub mniej romantyczny sposób. Pod wpływem oderwanych od rzeczywistości komedii romantycznych i amerykańskich seriali stałyśmy się dyktatorkami w swoich domach i związkach, zapominając zupełnie, że takie okazje jak rocznica, czy walentynki to nie tylko święto kobiet, ale także mężczyzn, w których postanowiłyśmy się z takiej bądź innej przyczyny zakochać. Faceci dość otwarcie przyznają, że walentynki wymyśliły kobiety dla kobiet i że to wyłącznie ich święto. Dlaczego?
A no dlatego, że zamiast otworzyć swoją puszkę piwa i wygodnie usadowić się na kanapie u boku swojego faceta, cichutko płaczemy w pokoju obok, licząc na to, że zdarzy się cud.

Jest na Facebooku taka grupa o gotowaniu, do której wraz z kilkoma znajomymi ze studiów należę. Znaleźliśmy się tam głównie po to, żeby się pośmiać z wykwintnych dań serwowanych w polskich domach, a także po to, żeby nie móc przestać się dziwić, jakie głupoty kobiety w średnim wieku wypisują w komentarzach (już serio pomijając nawet fakt, że piszą te rzeczy w miejscu publicznym na tyle, że na przykład ja mogę sobie te litania swobodnie czytać, kiedy mam ochotę), licząc na wsparcie innych kobiet w średnim wieku, które to przybiera postać, jak można się z łatwością domyślić – wypisywania głupot jeszcze większych.

Walentynki były na grupie obchodzone dość hucznie. Nie zabrakło popisów kulinarnych przykładnych małżów, zdjęć bukietów kwiatów i innych przejawów fejsbukowego ekshibizjonizmu. To nie miejsce ani czas, żebym pisała jak bardzo infantylne wydają mi się przekrzykiwania pań, która dostała lepszy prezent, czy której mąż bardziej się postarał, choć można chyba założyć, iż byłby to niezły temat na całkiem obszerną epopeję.
Albo może raczej dramat.

Chciałam się dzisiaj odnieść do kobiet nieszczęśliwych i niezadowolonych, gdyż zabrakło dla nich w tym roku prezentu, bądź też prezent, który dostały nie spełnił ich oczekiwań, bo i takie się znalazły, w pełnej gotowości do wylania z siebie żalu.
I tak mąż kwiatki kupił dopiero po wyraźnej sugestii, że dzisiaj mamy w y j ą t k o w y dzień (chuj, że w -100 stopni chciało mu się jeszcze wieczorem wyjść na dwór i znaleźć kwiaciarnię, by zrekompensować tę niebywałą tragedię, i tak już wszystko na nic i przepadło), inny nie miał ochoty na atrakcje poza domem, bo śmiał być zmęczony po całym dniu w pracy, jeszcze inny w ogóle walentynek nie chce na złość obchodzić, bo przecież kocha mnie 365 dni w roku i nie widzi potrzeby uzwenętrzniania się z tym na zawołanie, bo ktoś kiedyś wymyślił, że to odpowiedni dzień.

I o tyle, o ile jestem w stanie zrozumieć frustrację pani, której mąż mówi prosto w oczy, że żona to nie kobieta, choć uważam, iż droga do rozwiązania tego problemu prowadzi raczej do skonsultowania się ze specjalistą w zakresie terapii rodzinnej, a nie do Facebook’owego stowarzyszenia gotujących Grażyn, to pozostałe przypadki szukania dziury w całym i tworzenia sztucznych problemów nie znajdują dla mnie żadnego logicznego uzasadnienia. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, iż fakt, że jakaś kobieta wylewa na swojego męża pomyje bez wyraźnego powodu (niech ktoś mnie oświeci, jeśli nie mam racji i brak walentynkowego uniesienia jest podstawą do nazywania swojego partnera bezużytecznym i „w zasadzie niepotrzebnym”, czy „gotowym, aby go wymienić na lepszy model”, bo niby na co dzień mi pomaga, no ale żeby w walentynki!) i podpisuje się pod tymi słowami własnym imieniem i nazwiskiem na oczach innych, obcych kobiet, jest dla mnie wystarczający, aby takiego człowieka rozgrzeszyć z tego, że nie ma ochoty się starać dla wiecznie niezadowolonej, rozkapryszonej księżniczki, której największym problemem jest to, że ktoś nie spełnił jej oczekiwań (tak jakby ona kiedykolwiek czyjeś spełniła/chciała spełnić albo w ogóle pomyślała o tym, że może czasem warto by było).

Nawiasem mówiąc, warto też zwrócić uwagę na fakt, że jeśliśmy sobie wybrały faceta, który od samego początku nie ukrywał, iż romantyczne uniesienia to nie jego bajka i nie chce obchodzić miesięcznicy dnia, w którym pierwszy raz na siebie spojrzeliście a rocznicę albo walentynki woli spędzić na kanapie oglądając filmy, pijąc wino i zagryzając je chipsami (co zresztą w mojej ocenie nosi pewne znamiona romantyzmu w świecie, w którym ciągle się nam gdzieś spieszy – tu jednak odnoszę się do pewnego modelu romantycznego związku, który został zakorzeniony w umysłach wiecznie niezadowolonych Karynisk), to on naprawdę miał to na myśli, a jeżeli chcesz go na siłę zmienić, to być może warto się zastanowić, czy wasza wspólna przyszłość w ogóle ma sens (od serca dodam, iż  warto się też zastanowić w takim przypadku, czy dyskredytowanie faceta za to, że nie zachowuje się jak bohater High School Musical ma sens – no ale co kto lubi, to tylko drobna sugestia).

Skoro powyższą kwestię nie obchodzenia walentynek w ogóle mamy za sobą, przyszedł czas, abym się mogła trochę popastwić też nad jednostkami, które prezenty otrzymały, jednak nie uzyskały one aprobaty. Przez lata kształtowały się pewne schematy w przedmiocie postaci, jaką powinien przyjąć prezent wręczany wybrance w ramach różnorakich okazji. Nie jest żadną tajemnicą, iż w przeważającej większości okoliczności, podstawowym elementem prezentu dla kobiety są kwiaty, którym towarzyszy dodatkowo jakiś inny jeszcze upominek w zależności od głębokości i zawartości portfela, nierzadko biżuteryjny. Oczywiście różne są kobiece upodobania, bo niektóre nie przepadają za bukietami czy biżuterią, ale wciąż pozostaje dla nich zagadką pewna powszechna prawda, że jeśli nie powiedzą swojemu facetowi, że kwiatów nie lubią, albo że lubią, ale nie róże, to on tego nie odgadnie z koloru ich oczu. Uważam, że największym skurwysyństwem, które można zrobić facetowi (i przy okazji sobie) to ostentacyjnie dać mu do zrozumienia, że jego staranie gówno dla was znaczy, chyba, że prezent wybitnie nie trafia w wasze gusta tylko ze względu na jego (faceta) ignorancję, to jest, kiedy na przykład tysiąc i jeden razy śmialiście się razem z twórczości Paulo Coelho i doszliście do wspólnego wniosku, że jest gówniana, a on ci daje w prezencie i nie dla żartów książkę z jego cytatami o miłości (chociaż i taki prezent, choć nie wart swej ceny, stanowił pewne uszczuplenie majątku obdarowującego, więc mimo wszystko w mojej ocenie średnio wypada otwarcie go dyskredytować, a raczej potraktować jako podstawę do wysnucia pewnych wniosków w przedmiocie poprawności funkcjonowania relacji). Skoro już wasz facet postanowił was czymś obdarować, może warto popatrzeć na taką rzecz przez pryzmat jego dobrych chęci, docenić, że być może na swój męski i nieporadny sposób (bo naprawdę faceci z komedii romantycznych nie istnieją), ale mimo wszystko chciał was uszczęśliwić.
Pretensjami, że nie spełnił waszych wygórowanych oczekiwań albo oczekiwań, o których nie miał zielonego pojęcia, bo mu nigdy o nich nie powiedziałyście, niestety nie zachęcicie go do powtarzania podobnego procederu w przyszłości.  

I w końcu – jeszcze jedna kwestia. Pisałam o prezentach, które otrzymują, i których oczekują kobiety. Niestety, co mnie martwi najbardziej, żadna z użalających się nad sobą Graż, nie napisała co właściwie ona zrobiła z okazji walentynek dla swojego faceta. Wydaje się, że każda z nich po prostu czekała na gotowy pomysł, a skoro tak bardzo chciały spędzić ten dzień w wyjątkowy sposób, czy coś stało na przeszkodzie? Czy to jest dla kobiety uwłaczające, że zarezerwuje stolik w restauracji, czy bilety do kina? Czy porozmawiała w ogóle ze swoim facetem na ten temat, że święto zakochanych ma dla niej duże znaczenie i chciałaby je spędzić w niecodzienny sposób? Czy powiedziała, kochanie, wiem, że walentynki mamy codziennie, ale chce żeby 14 lutego był jedynie pretekstem do tego, abyśmy zrobili coś ponadprogramowego, co nam obojgu sprawi przyjemność? Dlaczego wciąż przerzucamy ten ciężar na mężczyzn, dlaczego liczymy, że się domyślą, skoro wiadomo, że tak nie będzie? Obserwując to zjawisko z pewnego dystansu, dochodzę do wniosku, że te kobiety po prostu tylko czekają na moment, w którym ich mężowi, chłopakowi, partnerowi  powinie się noga, żeby wymyślić sobie nowy problem i wreszcie mieć na co narzekać na forum Grażynowego kółka wzajemnej adoracji. Tylko czy tak to powinno wyglądać?

14 lutego (dzięki Kac, że to faux pas nie musi już oglądać światła dziennego) to tylko jeden z dni, które niosą za sobą takie refleksje. Tak naprawdę każdy dzień to czyjeś urodziny, rocznica ślubu, rozpoczęcia związku, czy pierwszej randki i w każdym z tych dni pojawia się ten sam problem – cała masa rozgoryczonych lasek, które nie dostały tego, czego chciały. Oczywiście nie postanowiły tego w żaden werbalny sposób zakomunikować, uznając, iż najlepszy pomysł, to wyjść z założenia, że faceci nagle w magiczny sposób posiedli zdolność jasnowidzenia i idealnie wstrzelą się w ich oczekiwania. A teraz nawet nie ma się czym pochwalić koleżankom.
No kurwa.

Nie twierdzę, że wszystkie panny się tak zachowują, ale nie oszukujmy się, jest ich wystarczająco dużo, żeby problem dało się zauważyć chociażby w mediach społecznościowych.
Czy naprawdę upadłyśmy tak nisko, aby oceniać swój związek przez pryzmat ilości kwiatów w walentynkowym bukiecie? Czy czas spędzony na wspólnym oglądaniu filmów pod ciepłym kocem albo spacer w parku jest mniej wartościowy, niż kolacja w drogiej restauracji albo kolejne kolczyki czy pierścionek do kolekcji?
Wiem, że generalizuję i wyolbrzymiam, jednak jest to zabieg niezbędny, żeby uwypuklić pewien problem.

Oczywiście, miło jest dostać kwiaty, czy jakikolwiek inny upominek. Nie popadajmy w skrajności, prezenty stanowią pewne uzupełnienie tego, o co ostatecznie w związkach chodzi i chęć obdarowania osoby, którą kochamy i na której nam zależy, wynika chociażby z faktu, że po prostu chcemy sprawić jej przyjemność i sami czerpiemy z tego radość. Nie należy jednak zapominać, że nawet najlepszy prezent nie naprawi problemów w związku, jeśli nie obdarzymy się wzajemnie szacunkiem, miłością, zaufaniem i nie podarujemy drugiej osobie jednej z walut, która ceni się najwyżej – swojego czasu.

 

  • JEEEEEEEEEEEEE! Wróciłaś! I to w jakim pięknym stylu. Lubię te Grażynowe grupy, w liceum byłem w takiej o związkach i problemach miłosnych, piękna sprawa. Ilu rzeczy tam można się dowiedzieć o ludziach to szok! Co do niespodzianek, prezentów itp. to jak najbardziej popieram Twoje zdanie no i śmiszne jest trochę to, że kobiety dążą do równouprawnienia, ale żeby któraś pierwsza wyszła z inicjatywą to już problem. Fakt, trafiają się takie, które są w tej kwestii ogarnięte i takim przybiłbym piątkę, ale tym, które tak narzekają, że ich facet nie wpadł na jakiś super pomysł niespodziankowego wyjścia, a same nic nie robią, to się piątka kompletnie nie należy.

    Chciałem Cię metaforycznie trzasnąć za to, że zamulasz z pisaniem, ale powinienem Cię trzasnąć za „14 luty” jednak. Agnieszko droga, 14 LUTEGO!

    A żeby nie kończyć z goryczą, to jeszcze raz napiszę, że bardzo się cieszę, że wreszcie coś naskrobałaś. :3

    • Hej ho, trochę mi to zajęło, ale jestem leniwym zgredem i paradoksalnie mialam duzo pracy – nie zmienia faktu, ze chociaż w tym temacie Graze zrobiły coś pożytecznego i mnie zmotywowaly. Stwierdziłam, ze nie zniese więcej 😀 uwierzyszw to, ze już się pojawiły rady z serii „wez z nim lepiej rozwód grazynka, co się będziesz”, true story XD
      Trochę się też cieszę że mnie chwilę (pół roku lol) nie było, bo skumulowalo się dużo fajnych tekstów, np. Twoich skoro już jesteśmy tacy mili i będę miała co czytać 😀
      Co do trzaskania w łeb, zaraz poprawię, niedopatrzonko, mógłbyś chociaż docenić, ze parę linijek wyżej jest napisane poprawnie 😀

      • Skoro wcześniej jest poprawnie to powinienem Cię bardziej zganić za ten błąd teraz XD Nadrabiaj, czytaj, może coś ciekawego tam u mnie znajdziesz. 😀

        • Wiem, że na początek będę lustrować wszystkie podsumowania, bo trzeba mi na cito jakichś książek do poczytania, a tu można się zdać na Ciebie 😀

          • To zacznij od podsumowania 2016, tam jest kilka – jakkolwiek to nie brzmi – szczególnie wyszczególnionych. 😀

  • Karolina Konieczna

    Czasami jestem w szoku jak bezmyślne mogą być dorosłe kobiety, właściwie mężczyźni tez pisząc różne bzdury na facebooku :/ Swoja droga ciekawy post 🙂
    Zapraszam do mnie 13hacks.blogspot.com

  • Ja już na przykład się przyzwyczaiłam do tego, że mój chłopak uważa, że kwiatki to powinny w ogródku rosnąć a nie być wręczane. Więc wyobraź sobie moje zaskoczenie, kiedy dwa lata temu dostałam na Dzień Kobiet storczyka! 😀 Wprawdzie zdążyłam go już zabić, bo nigdzie nie mogłam znaleźć dla niego optymalnego miejsca (a M powiedział, że jak ten kwiatek umrze to już nigdy żadnego nie dostanę…). Ale ostatnio przy wizycie w obi zostałam obdarowana sukulentem!! Więc jest super, chociaż… Jednego sukulenta też już zabiłam – tak się o niego troszczyłam, że go przelałam… 🙁

  • Zbijam piąteczkę! Odnoszę wrażenie, że mamy teraz erę księżniczek. Nie powiem… Lubię być traktowana w wyjątkowy sposób przez faceta, ale też staram się o niego zadbać. Kobiety teraz chciałyby tylko brać. Facet musi mieć hajs, facet musi je zaskakiwać, facet musi… My nie musimy nic. Później płacz, że związek się sypie.