Pokorne cielę dwie matki ssie.

Już od dziecka wiesz, że trzeba szanować. Ojca, nawet jeśli cię bije. Matkę, nawet jeśli po imprezie nazwie cię szmatą. Ciocię Grażynkę, chociaż w ramach popołudniowej rozrywki lubi cię przed całą rodziną upokorzyć i ośmieszyć. Sąsiada, który po kilku głębszych, ku uciesze tłumu, dla żartów klepie cię po tyłku (przecież nic się nie stało). Starszą panią w autobusie, która zanim jeszcze zauważysz, że do niego wsiadła, okłada cię parasolką, bo nie ma siły, by dłużej stać. Profesora, co podczas egzaminu traktuje cię jak kawałek gówna.
Nagle okazuje się, że każdego, kto przekroczył trzydziesty rok życia musisz szanować. Wiesz dobrze, jak dużo przeszli. Wiesz, ile musieli pracować, by znaleźć się na swoim miejscu. To, co ty przy okazji stracisz, odbijesz sobie w przyszłości. Wtedy, kiedy dostaniesz publiczne przyzwolenie na bycie skurwysynem.

Zawsze byłam zdania (które, swoją drogą, często spotyka się ze zdecydowanym sprzeciwem), że na szacunek trzeba sobie zasłużyć, że nie liczy się wiek i osiągnięcia naukowe, a to w jaki sposób zdecydowaliśmy się kreować swoje życie (dotknęłam tego problemu też tutaj). Na głowę wiadro zimnej wody każdego dnia wylewa mi społeczeństwo, które przywykło myśleć, że młodym ludziom można rozkazać. Zmusić ich, by myśleli, że mniej znaczą, bo zbyt krótko żyją. O życiu nie wiedzą nic, a jeśli by chcieli wyrazić swoje zdanie, muszą kilka lat poczekać – może wtedy ktoś zrozumie.

Błądzimy po omacku w świecie schematów. Każdy wie doskonale, dlaczego do pana profesora, nawet gdyby przyrównał cię do pantofelka, trzeba się uśmiechać, a nawet przytaknąć, pozwolić na poniżenie w nadziei, że ocena wbrew wszelkim przypuszczeniom okaże się pozytywna. Wiesz dobrze, że jeśli ciotka znów cię nazywa latawicą, bo widziała jak pijesz piwo z kolegą po zdanym egzaminie, będziesz musiała spuścić głowę i na chwilę wyobrazić sobie, że wcale cię nie ma za babcinym stołem. Czy zadałeś sobie kiedykolwiek pytanie, dlaczego nagle tracisz głos, kiedy rodzice wyzywają cię od półgłówków, bo coś ci w życiu po prostu nie wyszło, chociaż bardzo się starałeś?

Nagle okazuje się, że jeśli coś ciężkiego się komuś w życiu przytrafiło – był gnębiony przez rówieśników, musiał żyć w nędzy albo znęcała się nad nim rodzina, dostaje z automatu ciche przyzwolenie traktowanie innych w ten sam sposób. Zgadzamy się na to my, zgadzają się nasze rodziny, zgadza się cała rzesza ludzi i walka z tym precedensem wydaje się być przysłowiową walką z wiatrakami. Po uroczystym obiedzie czy spotkaniu ze znajomymi, kiedy to wybraniec akurat z ciebie postanowił zrobić ofiarę swoich kąśliwych uwag albo po prostu, co tu dużo mówić swojego chamstwa i prostactwa, ktoś bierze cię na stronę i klepiąc po ramieniu stwierdza uspokajająco – wiesz jaki on jest, dużo w życiu przeszedł, ale to dobry człowiek; to starsza osoba, kiedy będziesz w jej wieku zrozumiesz, a teraz przeproś ciocię za swoją niegrzeczną odpowiedź, bo jeszcze nam się dostanie – to w końcu twoja rodzina, a pokorne cielę dwie matki ssie, ciotunia ma dwa mieszkania i jak myślisz, stać nas, żeby ci kupować nowe lokum?

Gówno prawda. Dobry człowiek nikogo nie obraża tylko dlatego, że jemu coś nie wyszło, dlatego, że ma taki kaprys albo po prostu dlatego, że w jakiejś dziedzinie czy obszarze życia ma inne zdanie. Nie mówię tutaj o pojedynczych sytuacjach – każdemu się czasem zdarzy, że zupełnie przypadkiem się na kimś wyżyje i o ile potem zechce taką osobę przeprosić za swoje zachowanie – i tak wciąż widzę pewien problem, ale nie oszukujmy się – wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. Jeśli ktoś jednak tego typu zachowania przeistacza w swój styl bycia, szczególnie w stosunku do osób najbliższych – nigdy nie będę w stanie schować się za stołem i udawać, że nic się nie stało – bo stało się, a co bardziej wrażliwi przez takie sytuacje jeszcze przez długi czas będą się leczyć u psychologa, a w skrajnych przypadkach u psychiatry. Nie jestem pewna, czy sto złotych, samochód, czy nawet mieszkanie w nagrodę za wiele lat poniżania, jest w stanie zrekompensować poniesione straty.

Przemoc, która jest kierowana w psychiczne aspekty naszego funkcjonowania, potrafi niejednokrotnie wyrządzić większe szkody niż ta fizyczna. Nie bez przyczyny często powtarza się, że słowa potrafią zranić o wiele bardziej niż czyny i tym razem nie jest to jedynie pusty frazes. Niejednokrotnie bezwiednie i za namową najbliższych nam osób powielamy te toksyczne schematy, podświadomie przejmując je jako własne, a potem przekazujemy je dalej, niczym rodzinną tradycję, krzywdząc przy okazji tych, których powinniśmy kochać i ochraniać najbardziej. Pomyśleć, że często godzimy się na to, bo bardziej niż na naszej godności zależy nam na dobrach materialnych, jakie możemy otrzymać, jeśli będziemy biernie przyjmować ataki, które są wynikiem czyjegoś kaprysu.

Właśnie dlatego, zastanów się, czy następnym razem nie lepiej będzie powiedzieć ciotce Grażynce, żeby się po prostu odpierdoliła.