Krótka rozprawa na temat rocznicy urodzenia.

Dwudziestego drugiego maja 853 roku flota bizantyńska zdobyła i zniszczyła egipskie miasto Damietta u ujścia Nilu, a w 964 Benedykt V został papieżem. W 1176 roku miał miejsce drugi nieudany zamach asasynów na Saladyna w czasie oblężenia Azazu, a w 1246 Henryk Raspe został wybrany przez część elektorów na antykróla Niemiec. W 1859 niemiecki astronom odkrył planetoidę Daphne, a w 1992 Bośnia i Hercegowina, Chorwacja i Słowenia przystąpiły do ONZ. Dwa lata później, urodziłam się ja (a także Miho Takagi, japońska łyżwiarka szybka).

Dziś budzę się rano z przeczuciem, które co roku się powtarza. To będzie wyjątkowy dzień! I jak zwykle nic się nie zmienia. Mam dwadzieścia dwa lata, ale nadal czuję się jak osiemnastka, chociaż i to za dużo powiedziane, bo od czasu do czasu pani w sklepie unosi brew i wiem już, że to ten moment, w którym wyciągam dowód osobisty, wzbudzając przy tym zainteresowanie innych oczekujących w kolejce, którzy mają możliwość wziąć udział w kolejnym przedstawieniu pt. „Kiedy masz dwadzieścia lat, ale wciąż wyglądasz na piętnaście”.

Po długo wyczekiwanych osiemnastych urodzinach, rodzice wyciągnęli ciężkie działa i teraz zamiast jak będziesz pełnoletnia, pojawia się argument dopóki mieszkasz w naszym domu. Jeśli komuś się wydaje, że jego życie zmieni się po osiemnastce, strasznie się myli. Nie zmieni się też po dwudziestce, a dwudziestka dwójka przyniesie tylko nieśmiały niepokój o przyszłość, o którym zapomina się z pierwszym wypitym piwem (które jeszcze przede mną).
Powtarzam sobie, że nie będę opowiadała swoim dzieciom takich głupot, ale prawdopodobnie, kiedy Anastazja pierwszy raz mi odpyskuje, z wrażenia wyrecytuję słynne co wolno wojewodzie i bez zastanowienia wypiszę mandat ze szlabanem na kompa. A potem zapłaczę nad swoim życiem (oraz w duchu zapytam, dlaczego nie urodził mi się syn – przepraszam córeczko, jeśli kiedykolwiek to przeczytasz, pamiętaj, że bardzo Cię kocham).

Wczoraj pomyślałam sobie, że zjem dziś jakieś wystrzałowe śniadanie i napiję się słodkiej kawy, a potem poczytam książkę, aż nie przyjedzie C., żeby zabrać mnie w nieznane. Oczywiście zapomniałam o tym i po wyjściu z wanny osiadłam przed komputerem, by obserwować jak moja tablica na Facebook’u powoli zapełnia się życzeniami. Kawę mogłabym chyba jednak wypić.

Tylko, że o wiele lepiej niż picie, wychodzi mi rozlewanie jej w kuchni. Czy rozlana kawa to jakiś zły omen?

Odkąd zaczęłam czaić bazę podoba mi się liczba dwa. Z tego powodu, mam jakieś pojebane oczekiwania w związku z nadchodzącym rokiem. Dwudziesty drugi maja, dwudzieste drugie urodziny. Kiedy miałam szesnaście lat, obiecałam sobie, że to będzie wyjątkowy rok, ale nigdy nie zastanowiłam się, skąd ta obietnica w zasadzie wynikła, ani nie zaplanowałam sobie, na czym ta wyjątkowość miałaby polegać. Może wtedy myślałam, że będę już po licencjacie i polecę na Karaiby serwować na plaży drinki w drewnianej chacie? W sumie, wtedy jeszcze nie wiedziałam, że coś mi odjebie i pójdę na jednolite magisterskie. Z drugiej strony, możliwe też, że nie wiedziałam nawet, jaka jest różnica. Czy to ważne?

Wiecie co jest jeszcze zabawne? Że jakieś dziesięć lat temu wyobrażałam sobie, że w tym miejscu, w którym teraz jestem będę miała dom, męża, dziecko i ogródek (i że nie będę już miała pryszczy – jeden z samego rana zrobił mi się zaraz obok nosa). Wydawało mi się wtedy, że przekroczenie magicznej granicy dwudziestu lat uczyni mnie dojrzałą i odpowiedzialną kobietą. Jezu, dzieci są takie naiwne. Trochę im tego zazdroszczę.

Poza tym, co knuje C., a o czym ja nie mam zielonego pojęcia, wybieramy się dzisiaj na Kozienalia. Z tej okazji, chciałabym oficjalnie podziękować członkom zespołu Enej, że odpuścili sobie w tym roku dawanie koncertu w moje urodziny. Życzę sobie też, żeby dzisiaj wieczorem nikt się nie porzygał za moimi plecami, tak jak to było w piątek.

Pewnie liczycie na jakąś puentę w postaci błyskotliwego komentarza, który sprawi, że ten tekst o niczym nabierze jakiegoś sensu. Otóż kochani, nie dzisiaj. Nawet nie wiem dlaczego to napisałam.
Mam dzisiaj urodziny.
Mogę robić co chcę.

  • Jeeeeeeej wszystkiego najlepszego!! Mam smutna wiadomość po studiach, mając 25 lat nadal będziesz w tym samym miejscu 😀 sprawdzone info 😀 jedyne co pryszcz może z nosa przejść na czoło. Lubie osoby z maja mój chłopak ma urodziny 21.05 😀 jeszcze raz najlepszego :*

    • W przyszłym roku się wyprowadzam, więc mam nadzieję, że jednak uda mi się być w innym miejscu 😀 Dzięki za życzenia! Maj jest bardzo spoko 😀

  • Ja w sumie nigdy na 18 nie czekałam, ale na 20 już tak. Jeszcze mniej niż roczek i pewnie nic się nie zmieni, ale i tak czekam. Okrągłe liczby są fajne. Wszystkiego co najlepsze!

    • Ja już przestałam czekać na cokolwiek 😀 Kolejna przełomowa będzie chyba dopiero trzydziestka 🙂

  • Zainspiruję się komentarzem Panny Sasny – jak będziesz czekać na 23. urodziny to też nic się nie zmieni, sprawdzone info. A pryszcz z okolic nosa może przejść na dupę. O tym jak czekam na 22. urodziny pisałem rok i pięć dni temu, miłe wspomnienie w sumie, choć nie lubię tej liczby (o, zerknij sobie, mimo że masz urodziny i równie dobrze możesz tego nie zrobić: http://kackiller.blogspot.com/2015/05/22_17.html ).

    Wszystkiego najlepszego! <3

    • Jak można nie lubić dwudziestki dwójki 🙁 Toż to dwie dwójki w jednym!
      Wiem, że nic się nie zmieni. Teraz po prostu będzie tylko życie i pewnego dnia pójdę na emeryturę i nie będę robić nic poza czytaniem książek :3

  • Paulina Pintal

    Spóźnione wszystkiego najlepszego! ;D
    http://pasje-marzenia-plany-zycie.blogspot.com/

  • Spóźnione, ale szczere – wszystkiego najlepszego! Mam nadzieję, że życzenia Ci się spełnią i jednak te dwie dwójki przyniosą Ci coś dobrego.
    U mnie już trochę nie sprawdza się ta argumentacja „dopóki mieszkasz u mnie w domu”, bo fakt jest taki, że w domu to ja jestem tylko w weekendy (i to też nie zawsze), ale i tak trochę się można od rodziców nasłuchać. Skoro nie działa wiek i dom to zawsze pozostają pieniądze….

    • Dziękuję 😉
      Pieniądze ostatecznie zawsze są główną kartą przetargową – takie przynajmniej zawsze odnoszę wrażenie 😉 Nie da się ukryć, że współcześnie ciężko jest w trakcie studiów zupełnie się usamodzielnić (pewnie też zależy od kierunku, ale u mnie praca jest niewykonalna ze względu na brak czasu :)), a tuż po studiach, jeśli się od razu nie dostanie super pracy, też ciężko wyżyć bez nawet minimalnej pomocy ze strony rodziców 🙂

      • I dlatego postawiłam trochę na studia, które zagwarantują mi chociaż odrobinę czasu, żebym mogła pójść do pracy i przynajmniej w sposób minimalny się usamodzielnić. Nie jara mnie branie pieniędzy od rodziców, wiem, że najwyższa pora zarabiać swoje. Mam tylko nadzieję, że doświadczenie, które teraz zbieram, będzie miało przełożenie na to, co będę robiła w przyszłości.
        A pieniądze są w życiu najważniejsze. Nie obchodzi mnie, co mówią inni. Jak dla mnie nie można być szczęśliwym nie mając kasy w portfelu.

        • Michał Mańkowski

          Jak to się mówi – pieniądze szczęścia nie dają, ale rzeczy, które możesz sobie za nie kupić, dają to szczęście. Albo przynajmniej pozwalają je utrzymać. Bo dzięki nim możemy utrzymać rodzinę, zadbać o prezent dla kogoś z rodziny na specjalną okazję. Więc pośrednio pieniądze szczęście jednak dają 🙂 i nie chodzi o wartość monet i zielonych samych w sobie. Wszyscy wiemy, że to po prostu środek płatniczy. Takim środkiem mogłyby być nawet zwykłe, nie wiem, muszelki (?). Pozdrawiam.

          • W zasadzie to nie interesuje nas nawet ilość pieniędzy, ani nawet pieniądze jako środek płatniczy, tylko przede wszystkim jego siła nabywcza 🙂

          • Michał Mańkowski

            Dokładnie 🙂 fajnie by było, gdyby był gdzieś tam świat, w którym każdy miałby wszystko pod dostatkiem, ludzie dzieliliby się ze sobą, żyli w zgodzie i przyjaźni, ale to taka… no właśnie, utopia. W naszych realiach pieniądze w takiej czy innej formie są niezbędne, tak się to wszystko wykształciło.

          • Dają szczęscie i to dużo. Ludzie – wiadomo. Ale z ludzmi też trzeba gdzieś wyjść, wyjechać, poznawać. Bez pieniędzy to trochę cieżko.

  • Michał Mańkowski

    Posługujesz się bardzo, jak by to nazwać, swobodnym i ładnym językiem, bardzo ciekawie się Ciebie czyta. Twoje przemyślenia znaczy się. Myślę, że spokojnie mogłabyś pisać gdzieś jakąś publicystykę.

    Swoją drogą taki wylew myśli to dobry sposób na uporządkowanie tego, co ma się w głowie. Właśnie o tej rzeczy wspominał niejaki Włodek Markowicz, i jest to jeden z powodów, dla których napisał swoją książkę. Potraktował to jako swojego rodzaju terapię oczyszczającą.

    Możliwe, że właśnie z tego powodu ludzie piszą dzienniki, pamiętniki i i temu podobne rzeczy. Nie tylko „tak po prostu”, czy „dla potomnych”, a żeby uporządkować myśli, trochę się oczyścić. A po napisaniu przeczytać jeszcze raz, tak z dystansem, najlepiej dzień czy kilka dni po, żeby móc w miarę obiektywnie ocenić swoje pisarstwo. Pozdro!

    • Wow! Bardzo mi miło czytać Twoje słowa, aż się trochę w duchu skarciłam, że nie miałam czasu, żeby tu wcześniej zajrzeć, bo za bardzo doskwierała mi sesja, a może akurat byłbyś iskierką nadziei w tym smutnym czasie! (chociaż nie powinnam się w ogóle wypowiadać na ten temat w myśl zasady: „chciałaś to masz”). Na książkę jestem na razie zbyt leniwa, dlatego wybrałam bloga – można krócej, a też na temat (albo i nie).
      Myślę, że piszą je głównie dlatego – ja osobiście nie chciałabym, żeby moje dzieci dorwały mój pamiętnik z okresu gimnazjum, mam nadzieję, że do tej pory już dawno nie będzie istniał.
      Ach, mi się zawsze tak wydaje! Lubię sobie nawet czasami wieczorem pomarzyć – jutro będzie piękny dzień, a potem budzę się, boli mnie głowa i pada deszcz. Chyba nigdy się nie nauczę, że najlepiej się niczego nie spodziewać, a może to i lepiej… może taka moja natura 😀

      • Michał Mańkowski

        Ja się cieszę, że w gimnazjum nie prowadziłem pamiętnika, wystarczą mi posty publikowane na FB i te, których się potem wstydziłem (serio byłem tak głupi?!), usunąłem.

        W sumie z tym spodziewaniem się, zawsze można mieć nadzieję, np „jutro może będzie ładna pogoda, to wyskoczymy do kina”, a zawsze wychodzi w praniu 😀

        I Tobie również dziękuję za miłe słowa i odpisanie, więcej takich ludzi!