Ksiądz też może popełniać błędy.

Chyba po raz pierwszy siadam do pisania o tej godzinie. Jest już koło północy i, co może wydać się niektórym nad wyraz dziwne, zazwyczaj o tej porze przewracam się na drugi bok albo wydaje z siebie głośniejsze chrapnięcie. Dzisiaj jednak nie mogę pozbierać myśli i jestem zła, więc może być chaotycznie, ale będzie w stu procentach szczerze. I może w końcu uda mi się zasnąć.

Jestem osobą wierzącą i tak, nie wstydzę się tego powiedzieć, w kościele bywam w każdą niedzielę, a żeby nie skłamać – prawie każdą. Nie zauważyłam do tej pory, ani nikt też nikt mi nigdy nie powiedział, że moje poglądy są ze średniowiecza, że moje myślenie jest zaściankowe albo, że nie jestem tolerancyjna. Nigdy też nie wypowiadam się w złym tonie o księżach, których poznałam osobiście, jeśli sobie na to nie zasłużyli. Wychodzę z założenia, że to też ludzie, więc mają takie samo prawo jak ja, żeby popełniać błędy. Nie zgadzam się z każdym z nich, bo podobnie jak wszyscy inni stąpający po tej planecie, mogą mieć przecież swoje zdanie i ja wcale nie muszę się z nim zgadzać, tak samo jak i oni nie muszą zgadzać się z moim. Każdy ma swoje sumienie. Jeśli w jakimś kościele nie podobają mi się kazania, czy też działania księży, po prostu idę do innego i tak do skutku, aż nie znajdę miejsca, w którym usłyszę raczej dobrą radę i trafną analizę czytań z Biblii, niż pełen nienawiści bełkot stojący w opozycji do zasad, które moja religia nakazuje mi na co dzień wyznawać.
Dla mnie Bóg wszędzie jest ten sam i jest mimo wszystko moim dobrym kumplem.

Tak jak wyżej napisałam, zawsze uważałam, że księża, podobnie jak inni ludzie, mają prawo do popełniania błędów. W końcu też są przecież tylko ludźmi, a nie – jak można często wywnioskować z niekoniecznie zupełnych merytorycznie publikacji, mających na celu jedynie obrażanie Kościoła i katolików, istotami nadprzyrodzonymi, którym nie może podwinąć się noga – chociaż istotnie, nie mogę zaprzeczyć, pełniona przez nich funkcja także w moim rozumieniu oznacza, że są bardziej niż inni zobowiązani do dawania przykładu, i to przykładu dobrego, bo całe mnóstwo ludzi przychodzi do nich ze swoimi troskami i problemami, i dźwigają na swoich barkach naprawdę dużą odpowiedzialność. Być może to właśnie starają się powiedzieć autorzy takich publikacji, ale mówiąc szczerze, bardzo rzadko wychodzi im to dobrze.

Idąc w ten sposób drogą dedukcji, kiedy już sobie wyjaśniliśmy, że księża są tylko ludźmi, nie można wykluczyć, że także wśród nich znajdą się ludzie ze skłonnościami do popełniania przestępstw, a także tacy, którzy te przestępstwa popełniają. Skoro więc podkreśla się tak często, że ksiądz też człowiek, szczególnie w sytuacjach, kiedy już coś przeskrobie, to niechże do kurwy nędzy, jak każdy człowiek poniesie odpowiedzialność i zgnije w więziennej celi, jeśli sobie na to zasłużył, tak jak każdy inny przestępca.

Kiedy A. powiedziała mi dzisiaj o Spotlight, miałam mieszane uczucia. Nie interesowałam się zbytnio wcześniej problemem pedofilii wśród księży, a może raczej – podchodziłam do niego z pewnym dystansem, ponieważ mam świadomość jak współcześnie przedstawia się Kościół i wychodząc z założenia, że w każdym środowisku zawsze zachowa się jakiś patologiczny pierwiastek, traktowałam całą nagonkę raczej w kategoriach rozdmuchiwania pojedynczych przypadków. No dobra – może niekoniecznie takich pojedynczych (w końcu biorąc pod uwagę ilość księży na całym globie, można się spodziewać, że będzie ich więcej niż kilkunastu, czy kilkudziesięciu), ale na pewno nie na tyle licznych, żeby bojkotować kapłanów na całym świecie – sama przecież znam kilkunastu, z którymi wszystko jest w porządku.

Nigdy z drugiej strony do końca nie rozumiałam celibatu. To bardzo ładna idea, jeśli by go rozpatrywać w kategoriach idei, bo każdy, kto choć trochę zaprzyjaźnił się z historią i Biblią wie, że w Biblii mowy o celibacie nie ma i powstał tak naprawdę tylko po to, żeby w średniowieczu księża nie dzielili kościelnego majątku pomiędzy swoje dzieci. Nie wątpię, iż chodzą po tym świecie kapłani, którzy istotnie poświęcili się zupełnie boskim sprawom i rzeczy tak przyziemne jak seks nie wchodzą w zakres ich zainteresowań. Ale to przecież nie mogą być wszyscy i część z nich – tego zawsze byłam pewna – to swoje napięcie seksualne w jakiś sposób wyładowuje. Jesteśmy przecież jedną z niewielu religii, gdzie celibat obowiązuje – jakoś przecież doszło do tego, że inni się zorientowali, że to nie do końca dobry pomysł zostawiać chłopa samego sobie. Tak też sobie tłumaczyłam mnogość wypaczeń na tle seksualnym u naszego kleru i że ze wszystkich złych rzeczy, które mogą się urodzić w człowieku, te rodzą się najczęściej. Nie myślcie sobie jednak, że traktowałam to jako coś normalnego i wybaczalnego. Zawsze byłam przekonana, że winowajcy ostatecznie kończą za kratkami, a żaden przełożony, zasłużony i wyróżniający się przecież zazwyczaj kapłan, nie byłby w stanie pozwolić, aby ktoś taki zasilał szeregi organizacji, która tego typu zachowania potępia już w zarodku, a tak przynajmniej wynika z uniwersalnych prawd wyrastających u podstaw katolicyzmu. Najbardziej smuci mnie to, że strasznie się pomyliłam.

Spotlight, to produkcja, która zdobyła w tym roku Oscara za najlepszy film. Byłam w ciężkim szoku, kiedy zobaczyłam, że na Facebook’u ma zaledwie sto tysięcy lajków. Wiem, że być może nie jest to zbyt ambitny przelicznik popularności, ale czasy są jakie są. W sumie sama nie wiem, co o tym myśleć. Czyżbyśmy się wstydzili powiedzieć wprost Kościołowi, że nie chcemy, jako katolicy, bo siłą rzeczy ja z tej perspektywy patrzę na całą sprawę, żeby coś takiego działo się za naszymi plecami? Że nie chcemy, aby inni ludzie postrzegali nas jako tych, którzy należą do wspólnoty, w której przymyka się oczy na bestialstwo?

W astronomicznym skrócie, rzecz jest o grupie dziennikarzy śledczych, którzy wpadają na trop całej masy księży, molestujących seksualnie dzieci przez wiele lat, i wszystkie te sprawy zostały zamiecione pod dywan. Rodziny ofiar za milczenie dostały pieniądze, a księża (z bólem serca używam w tym kontekście tego słowa) byli przenoszeni do innych parafii, gdzie niejednokrotnie kontynuowali swoje poczynania. Oczywiście problem jest o wiele bardziej złożony, ale nie chcę zdradzać wszystkich szczegółów, ponieważ uważam, że każdy powinien ten film zobaczyć. A po seansie polecam także zapoznać się z historią prawdziwą (która znów nie różni się wcale dużo od tego, co zobaczycie w filmie) tutaj.

I to jest chyba najgorsze, że ten film to czyste fakty. Ku mojemu zdziwieniu, nawet na Frondzie nie byli w stanie napisać na jego temat niczego złego – po prostu dlatego, że nic tam nie jest wyolbrzymione albo przerysowane. Wszystkie dane są rzeczywiste. Każdą postać, która w nim występuje możecie sobie wygooglować i zobaczyć jak wygląda naprawdę. To przerażające i ja wciąż…

Nie mogę pojąć, jak ktokolwiek mógł na coś takiego pozwolić. Pedofilia to dla mnie bestialstwo w każdym wydaniu i w momencie, w którym słyszę o jakimkolwiek przestępstwie na tle seksualnym z udziałem dzieci, nawet kara śmierci wydaje mi się zbyt trywialna. Jak można było pozwolić tym sprawom po prostu się rozpłynąć? Przełożeni boją się, że ludzie odwrócą się od Kościoła, kiedy się dowiedzą, więc najlepszym rozwiązaniem jest zamieść wszystko pod dywan i udawać, że nic się nie wydarzyło? Świadomie pozwolić na dalsze krzywdzenie niewinnych dzieci w imię dobrej opinii? Jak w ogóle w takiej sytuacji można mówić o dobrej opinii, skoro właśnie po to, by ją zachować należało wszystkich tych zwyrodnialców wysłać do więzienia – tam gdzie ich miejsce?

Ksiądz to też człowiek. I właśnie dlatego, nie powinno być dla niego żadnej taryfy ulgowej.