SHARE WEEK 2016

Dzisiaj będzie coś z raczej z serii off-topic, bo, co do zasady, nie zamierzałam się takimi sprawami tutaj zajmować. Ale jak się bawić, to się bawić.

Blog Andrzeja Tucholskiego wpadł mi w ręce już dawno i od tamtej pory śledzę sobie od czasu do czasu jego poczynania. Ponieważ jego lista dwudziestu piosenek na błyskawiczne poprawienie humoru kiedyś uratowała mi dzień, kiedy dowiedziałam się o akcji, którą organizuje co roku na swojej stronie (dziwne, że też wcześniej nie zauważyłam jej obecności na blogu, ale powszechnie wiadomo, że mało jestem spostrzegawcza), postanowiłam się dołączyć. W końcu swego czasu facet uratował mi dzień, a to dość duże osiągnięcie, biorąc pod uwagę, żeśmy się do tej pory osobiście nie poznali.

W dużym skrócie, zamierzam dziś polecić wam kilka stron, na które zawsze z wielką chęcią wpadam, a trzy moje ulubione wyślę za pośrednictwem specjalnego formularza do tajnej bazy Andrzeja, coby przeprowadził odpowiednie kalkulacje i mógł z tego całego bajzlu, który sobie zgotował, zrobić statystykę (albo coś w tym stylu w każdym razie). Po więcej informacji wpadajcie tutaj, a ja tymczasem zaczynam swój wywód.

Kiedyś na blogu wspomniałam, że jestem słaba w recenzjach, więc jak na prawdziwą babę przystało, muszę mieć kogoś, żeby mu zazdrościć. Prawdziwą babę charakteryzuje też podobno brak logicznego myślenia, więc na tym blogu pełnym wartościowych recenzji najbardziej spodobała mi się notka, w której autorka wkurzała się, że raz kolejny pocięła sobie nożem palec. Też to często robię, głównie według schematu, ten sam palec, to samo miejsce. Wtedy pomyślałam sobie, o tak, to na pewno jakaś Agnieszka. I w istocie tak było. A kiedy usłyszałam od niej stwierdzenie, że Agnieszki są najbardziej racjonalnymi romantyczkami (chyba jakoś tak to szło), pomyślałam sobie, że naprawdę wszystkie Agnieszki są w dechę i rozumieją się nawzajem. To niesamowite.

Ale tak już całkiem serio (to wyżej też jest serio, ale nie chce wyjść na obłąkaną, więc będziemy teraz udawać, że wcale tak nie jest), jeśli chcecie obejrzeć film, który wszedł właśnie do kina, wpadajcie na herbatę do tej panny i sprawdzajcie, czy przypadkiem nie napisano o nim kilka słów. Jeszcze nigdy się nie zawiodłam na ocenie – często dzięki wpisom Agnieszki decydowałam się na filmy, na które normalnie wcale nie miałabym ochoty – i nie żałowałam. Z drugiej strony jej opinie często są podstawą do negocjacji z C. – kiedy czegoś podświadomie wcale nie chcę oglądać i jej też się nie podobało, argumenty przeciw do zaciętej dyskusji są zazwyczaj zaczerpnięte z tej niepozornej strony w groszki (nie mówcie nikomu, to tajemnica).

PANI UZNAM

Pierwszy wpis Klaudii, który przeczytałam był także jej pierwszym wpisem na stronie. Przeczytałam, a potem pomyślałam, że wszystko się zgadza. Wiecie – trochę ze mnie wredota i lubię się przyczepić (szczególnie, jeśli nie ma do czego), ale jakoś tak nie mogłam znaleźć niczego co mi się nie podobało i się poddałam. Dorzuciłam tylko swoje trzy grosze w jakimś typowym dla mnie komentarzu, który ciągnie się przez dobre kilkanaście linijek i zadałam sobie pytanie, czy będę chciała tu wracać.

Wiecie, nigdy się nie spodziewałam, że zakładka zawierająca krótki opis osobowości autora może tyle znaczyć. Wpadacie na stronę, jest zupełnie nowa, jeden wpis mógł się jej przecież udać, skąd mam wiedzieć, czy potem nie będzie serwowała czegoś, co wprawi mnie w zażenowanie? Jeszcze się przecież nie znamy. Poznajmy się zatem, myślę i dowiaduję się, że nie dość, że poglądy podobne, to i za kryminałami przepada – i tu mnie ma! Osobiście nie wierzę, że ludzie, którzy są zdolni do czytania kryminałów, byliby w stanie popełnić jakąś literacką zbrodnię. Wcale się nie pomyliłam.

Zostałam i wy też wpadajcie!

WYGRYWAM Z ANOREKSJĄ

Pierwszy kontakt z blogiem Macieja Blatkiewicza to tak naprawdę zderzenie z jego Facebook’owym profilem. Na początku myślałam, że Wygrywam z anoreksją, to po prostu kolejna strona reprezentująca poglądy ludzi ją lajkujących, a że mi stwierdzenie wygrywam z anoreksją bardzo przypadło do gustu, nie zastanawiając się zbyt długo rzuciłam łapką w górę (wcale nie z pogardą). Ku mojemu zdziwieniu, ten przeciętny fanpage okazał się być przepustką do blogowego świata jedzenia, która odmieniła moje życie na zawsze.

Maciek głównie recenzuje (bardzo ubolewam) knajpki, bary i restauracje poznańskie (przynajmniej kiedy będę w Poznaniu, nie będzie problemu ze znalezieniem stołówki), ale na jego stronie możecie znaleźć też mnóstwo ciekawych wpisów niezależnych od konkursu na najpyszniejszego czekoladowego zająca do przepisu na czekoladowe pankejki z lodami bekonowymi. Maciek zna się na rzeczy – możecie mu zaufać.

Jest naprawdę smacznie!

Wpadajcie!

MOJA DZIEWCZYNA CZYTA BLOGI

A tych państwa nikomu chyba nie  trzeba przedstawiać. Konrad i Ka są moją ulubioną internetową parą i jedną z niewielu, które potrafią o swojej relacji pisać w sposób uroczy i nigdy nie określiłabym go mianem facebook’owego ekshibicjonizmu. Ich związkowe dialogi i anegdotki pokochały setki osób.

Na początku autorem bloga był tylko Konrad, ale ponieważ Ka i opowieści, których częścią była cieszyły się dużym zainteresowaniem publiczności, także i ona dołączyła do załogi i trzeba przyznać, że jej wpisy czyta się równie ciekawie, co te Konrada. Słowem, literacka para idealna i ich przyjemny, lekki styl pisania to idealna kombinacja na spokojne popołudnie.

Szczerze polecam!

Odwiedźcie ich wszystkich koniecznie!