Jestem cudem. Ty też.

Na napisanie tego posta cieszę się od kilku dni jak małe dziecko. To niesamowite uczucie, kiedy każdego dnia przed snem klecisz w głowie zdania, które już wkrótce ujrzą setki osób. Część z nich przejdzie obok nich obojętnie, ale każdy kto postanowi je przeczytać, wielokrotnie zupełnie nieświadomie, robi mi wielki prezent, bo jeśli cokolwiek w życiu dawało mi prawdziwą radość, to właśnie nadawanie wyrazom sensu w zdaniach odzwierciedlających moje myśli, uczucia i spostrzeżenia.

„(…)Ogólnie rzecz biorąc wielkość ma znaczenie – wielkość twojej pensji – ale zdaniem badaczy szczęścia, nie tak duże, jak ci się wydaje. Owszem, niektórzy ekonomiści i psychologowie naprawdę dostają pieniądze za to, że badają szczęście. Podejrzewam, że są dość szczęśliwi z tego powodu.(…)”*

Jestem strasznie słaba w recenzjach. Gdy wszystkie moje polonistki, za które dziękuję w głębi serca, kiedy inni narzekają na swoje lekcje języka polskiego, proponowały klasie napisanie recenzji do szkolnej gazetki, moja uwaga natychmiastowo skupiała się na czymś innym – nawet jeśli miał to być przybrudzony sufit sali albo ścienna wystawa prac plastycznych, na którą normalnie nawet bym nie spojrzała. Nadszedł jednak ten dzień, w którym pragnę Wam opowiedzieć o pewnej książce. I tak naprawdę w głębi duszy nie chcę, żeby to była recenzja, a krótka wycieczka po wszystkich moich odczuciach, które się wiążą z tą lekturą.

„(…)Nigdy nie zapomnę jak Monica ubrała się na swoją pierwszą chemioterapię. Przyszła wystrojona jak na randkę. Ja na zabiegi wkładałam dżinsy i tenisówki. Monica miała na sobie zwiewną białą spódnicę i jaskraworóżową bluzkę, dopasowaną do koloru butów, lakieru do paznokci i szykownego kapelusza.
Kiedy po operacji mózgu miała zawroty głowy, śmiała się:
-Jestem dziś strasznie zakręcona.
Po naświetleniach miała problemy z pamięcią, więc mawiała:
– Opowiedz mi, o czym mówiłaś mi przed chwilą. (…)”*

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o książkach Reginy Brett, a tak naprawdę kiedy po raz pierwszy wpadłam na nie w Empiku na półce bestsellerów, poczułam dziwne ukłucie w brzuchu i odeszłam w przeciwnym kierunku. Jesteś cudem, powiedziała mi okładka, a mój umysł jakby na chwilę się zatrzymał. Nie pozwoliłam mu odpocząć – po prostu odeszłam. Potem pomyślałam sobie, że miejsce na półce z bestsellerami oraz krótki dopisek pod tytułem 50 lekcji jak uczynić niemożliwe możliwym, musi być zwiastunem narodzin kolejnego Paula Coelho, tym razem w spódnicy, wraz z całą listą dennych refleksji, które nieszczęśliwie zakochane gimnazjalistki będą sobie udostępniać na facebook’owych tablicach. Ot, kolejna moda.Tak by się pewnie zakończyła ta historia, gdyby nie fakt, że kilka miesięcy temu postanowiłam założyć bloga. Jako że w wolnych chwilach i o ile właśnie nie jestem w trakcie przechodzenia jakiejś ciekawej gry, staram się być molem książkowym, często odwiedzam strony, które specjalizują się w publikowaniu recenzji książek i niejednokrotnie znajduję tam tytuły na tyle obiecujące, że wraz z pierwszym przypływem gotówki trafiają do mojej biblioteki.
Po przeczytaniu dziesiątek pozytywnych recenzji na temat twórczości Reginy Brett, miałam wrażenie, że ta książka zmieniła moje życie zanim jeszcze zostałam jej posiadaczką, i nie ma co ukrywać – lawina pochwał dla jej pracy była dla mnie zaskoczeniem – nadal jeszcze sceptyczna postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i książkę nabyłam.I nagle zmieniło się wszystko i nic.

„(…) Miała na sobie spódnicę i buty na najwyższym obcasie, na jaki mogła sobie pozwolić z tytanową nogą. Spodobało mi się, że nie próbuje ukryć swojej protezy.
– Chcecie zobaczyć cud? – zapytała widownię.
Przeszła przez scenę.
Publiczność zgotowała jej owacje na stojąco.(…)”*

Regina nie pisze o rzeczach, o których byśmy nie wiedzieli wcześniej. Z poradami tego typu wielu z nas spotkało się już w różnych miejscach – w kościele, na wykładzie z psychologii, w filmach i wpisach motywacyjnych umieszczanych teraz masowo praktycznie wszędzie, czy na przykład w innych książkach oscylujących wokół tematu lepszego życia. Słowem – bardzo prawdopodobne, że już to wszystko słyszeliście. Ale jest coś niezwykłego w tej książce.

„Zanim coś o kimś powiesz, zadaj sobie te trzy pytania: Czy to coś miłego? Czy to prawda? Czy musisz to powiedzieć?
Gdyby większość ludzi – łącznie ze mną – udzieliła na nie szczerych odpowiedzi, musiałaby wybrać milczenie. (…)”*

Brett opowiada nam całą masę historii różnych ludzi, które w jakiś sposób na wszelkie zmartwienia działają jak plaster. Nikt nie rozwiązuje za Ciebie problemu, ani też nie narzuca Ci jakiegoś konkretnego sposobu myślenia. Możesz zapomnieć o filozoficznych, ciężkich rozważaniach. Mam na nie uczulenie, więc nikogo w tej kwestii bym nie okłamała. Nikt nie patrzy na Ciebie z góry. To nie tak, że stoi na przeciwko Ciebie przystojny facet w garniturze, który mówi piękne rzeczy o rozwoju osobistym, a za moment otwiera katalog z naszymi najlepszymi produktami i jeśli chcesz osiągnąć sukces musisz to, to i tamto. Kiedy odmawiasz, dzwoni do Ciebie jeszcze, żeby Ci powiedzieć, jaki jesteś niepoważny i że skoro nie chcesz inwestować w swoją przyszłość i zostać w przyszłości rekinem biznesu, nie macie o czym rozmawiać. Mimo wszystko zadzwoni jeszcze później spytać, czy nie zmieniłeś zdania. No, a potem może jeszcze jakiś jego człowiek z gałęzi, którą stworzył, żeby opowiedzieć, ile to straciłeś. Potem już nikt nie dzwoni, podobno firma upadła.

„(…)Święci zajmowali w naszym domu poczesne miejsce. Naprawdę poczesne. W nocy na rodziców spoglądała ponad metrowa postać Maryi, ustawiona na cedrowym kufrze na wyprawę ślubną. Nie mam pojęcia, jak udało im się spłodzić w tym pokoju jedenaścioro dzieci.(…)”*

Regina zaprasza Cię do swojego domu. Siedzisz w wygodnym fotelu i słuchasz. Znad kubka herbaty unosi się para i cieszysz się, że udało Ci się dotrzeć przed śnieżycą, którą obserwujecie, patrząc za okno. Minie trochę czasu, zanim opowiesz jej o swoich problemach. Na razie tylko jej głos wypełnia pomieszczenie. Przewracasz kilka kartek i w końcu zaczynasz mówić. Na drugi dzień budzisz się z uśmiechem na twarzy. Niecierpliwie czekasz na kolejne spotkanie i wieczorem znów ją odwiedzasz, i słuchasz. Nie gniewa się, że tak często się spotykacie. Przecież rozmowa się jeszcze nie skończyła.  Patrzysz na nią, gdy śmieje się serdecznie i jakoś lżej robi Ci się na sercu, chociaż sam do końca nie wiesz dlaczego.Być może właśnie zdałeś sobie sprawę z tego, że jesteś cudem.
* Wszystkie cytaty pochodzą z książki Jesteś cudem. 50 lekcji jak uczynić niemożliwe możliwym.,  autorstwa Reginy Brett.