Jak nie robić zakupów?

[ UWAGA! Określenia „sprzedawca”, „ekspedientka” czy też „pracownik sklepu” użyte w tekście odnoszą się do porządnych ludzi wykonujących jak należy swoją pracę, a nie do księżniczek, które są obrażone za to, że ktoś postanowił im dać zatrudnienie. O nich szerzej już wkrótce ]
Jeśli Twoja noga nigdy nie przekroczyła progu galerii handlowej, to chyba tylko dlatego, że znalazłeś bardzo dobry sklep internetowy albo posiadłeś niezwykły dar kompletowania swojej garderoby w second handzie, którego zazdroszczą Ci wszyscy znajomi. Co do pozostałych nie mam wątpliwości, że przynajmniej raz znaleźli się w tym przybytku, czy to z własnej woli, czy pod przymusem zaborczej dziewczyny bądź koleżanki. Dlatego dzisiaj rzecz będzie o tym, jak nie robić zakupów, kiedy już się tam znajdziecie.

 

Ekspedientka nie proponuje Ci pomocy, dlatego, że się na Ciebie uwzięła.

Tylko dlatego, że jest to jej obowiązek. Tak jak szewc musi szyć buty, zegarmistrz naprawiać zegarki, a nauczyciel musi uczyć (chociaż w tym przypadku lepiej chyba, żeby przede wszystkim chciał), tak też sprzedawca musi sprzedawać, bo za to mu płacą. Nic więc dziwnego, że gdy już znajdziesz się w sklepie, może się tak zdarzyć, że ktoś zaproponuje Ci pomoc w wyborze towaru, jaki zamierzasz nabyć – należy bowiem wyjść z założenia, że znalazłeś się tam, ponieważ przywiodła Cię jakaś potrzeba – a mówiąc ściślej, potrzeba zakupienia jakiejś, konkretnej bądź też nie, rzeczy. Sprzedawcy obowiązkiem jest z Twoją potrzebą się zapoznać, a jeśli mówisz bez ogródek, że potrzeby żadnej nie masz, sprzedawca będzie chciał ją w Tobie wzbudzić, dlatego właśnie, że za to dostaje pieniądze i z tego go potem ktoś rozliczy. Im dłużej więc dajesz mu do zrozumienia wyraźnie, że czegoś poszukujesz, bądź, co gorsza, zachowujesz się jak podręcznikowy tajemniczy klient, tym większe prawdopodobieństwo, że ktoś w końcu postanowi zaproponować Ci kompleksową obsługę klienta w postaci szeregu pytań mających na celu zidentyfikowanie Twoich potrzeb i dostosowanie do nich oferty sklepu. I nie, nie jesteś jedyną osobą, którą to denerwuje. Co więcej, niejedna ekspedientka po godzinach pracy przy piwku przyzna się otwarcie, że sama nie lubi, kiedy to ktoś ją zaczepia podczas zakupów. To nie zmienia jednak faktu, że zamiast obdarowywać ją mrożącym krew w żyłach spojrzeniem, chamską odpowiedzią, bądź, co gorsza – ignorując ją, jakby była powietrzem albo kupką gówna, powinieneś jej grzecznie podziękować – nawet kilka razy, jeżeli zaistnieje taka potrzeba. Bo ona naprawdę się na Ciebie nie uwzięła i wcale nie chce Cię udręczyć, po prostu pod koniec dnia ktoś może ją opieprzyć, a nawet zwolnić za to, że się Tobą nie zajęła.

Ekspedientki nie lubią gimnastyki.

A przecież niejednokrotnie widzieliście jak robią skłony pomiędzy bramkami przy wejściu do sklepu, prawda? Otóż, Kochani, zdradzę Wam pewną tajemnicę. W tych bramkach zwykle zamontowane są czujniki, które rejestrują ile to dzisiaj ludzi postanowiło odwiedzić sklep i w konsekwencji ilu z tych ludzi, postanowiło finalnie coś zakupić. Dzięki tej informacji kierownictwo sklepu może wywnioskować, jak bardzo pracownicy dzisiaj się starali – czy na pewno każdego obsłużyli tak, jak było trzeba, czy odpowiednio doradzili i czy wreszcie udało im się zidentyfikować bądź też rozbudzić, jak pisałam wyżej, potrzebę wykupienia u klienta połowy sklepu. Każdy wie, że statystyki lubią kłamać i że nie można na nich ostatecznie oprzeć swojej oceny, ale tak naprawdę Kochani klienci, dla kierownictwa nie ma innego lepszego sposobu na weryfikowanie jakości pracy zatrudnianych ludzi jak pieczołowite śledzenie cyferek widniejących nad kolumnami (nie powinno tak być, ale niestety zwykle tak to się właśnie odbywa). I naprawdę nie interesuje ich, że Wy tylko przyszliście pooglądać, a potem jeszcze wracaliście dziesięć razy, bo ciągle mieliście nieodparte wrażenie, że nie wszystko zostało obejrzane, że może coś by się jednak znalazło; że w poprzednim sklepie coś Wam piszczało w siatce, jak przechodziliście przez bramki, więc tutaj to w sumie tylko pomachacie dwadzieścia razy siatką, żeby się upewnić, czy ktoś Was nie weźmie potem za złodzieja (no trudno, że właśnie według licznika do sklepu weszło dwadzieścia osób i żadna niczego nie kupiła), w końcu, nie interesuje ich, że tydzień temu kupiliście sobie nowe buty, ale jeszcze za zimno, żeby je nosić, więc przy każdej wizycie w galerii musicie koniecznie przyjść ze znajomymi i całą rodziną, tylko po to, żeby im pokazać, które dokładnie sobie zakupiliście. Zdaję sobie sprawę, że czasami, kiedy planujesz poważny zakup, musisz się z decyzją przespać, może kogoś poradzić. I to jest okej. Jeśli jednak wracasz do sklepu dwadzieścia razy tylko dlatego, że nie możesz się zdecydować czy kupić zielone czy niebieskie sznurówki, wiedz, że ekspedientki Cię nienawidzą

Dlaczego chcesz wziąć sam, skoro ktoś może to zrobić za Ciebie?

Pracownicy sklepu nie zajmują się tylko sprzedawaniem towaru. Do ich obowiązków należy także utrzymywanie czystości i porządku w sklepie. Jeśli wydaje Wam się, że potraficie składać ubrania, nie będę Wam tego odbierać, a nawet nie zaprzeczę, bo niewykluczone, że to prawda. Warto mieć jednak na uwadze, że każdy sklep posiada swoją strategię składania czy wieszania rzeczy. W niejednym są nawet specjalne szablony do składania koszulek albo spodni i choćbyście byli mistrzami składania ubrań, naprzeciw praktyki pracowników wymiękacie w pierwszym starciu. Ja wiem, że ubrania w sklepie są nie tylko do kupowania, ale także po to, żeby je przymierzać i oglądać. Nikomu nie odbieram do tego prawa, ale jak Wam się wydaje, po co ekspedientka pyta o Wasz rozmiar i proponuje, że sama go dla Was wyjmie? No niestety Kochani, na pewno nie dlatego, że martwi się o to, że się zmęczycie. Otóż, ona już oczami wyobraźni widzi, jak niszczycie górę spodni, którą trzy sekundy temu odłożyła poskładaną idealnie na półkę i wie – że jeśli sama nie wyjmie dla Was którejś pary, będzie musiała ułożyć wszystko od nowa. Powiecie – w końcu to jej praca. Ale tak naprawdę jaka różnica, czy sami sobie weźmiecie te spodnie, czy ona Wam je poda? Dla Was żadna, a dla niej taka, że może wreszcie znajdzie czas na to, żeby sobie pójść na przerwę po dziesięciu godzinach pracy na nogach.

Podoba Ci się to, co czytasz? Polub moją stronę na Facebook’u i zostańmy znajomymi na dłużej!

 

Podoba Ci się to, co czytasz? Polub moją stronę na Facebook’u i zostańmy znajomymi na dłużej! – See more at: http://www.vojcikowna.pl/2016/02/czy-ty-tez-tworzysz-internetowa.html#sthash.OidqUYNP.dpuf
Podoba Ci się to, co czytasz? Polub moją stronę na Facebook’u i zostańmy znajomymi na dłużej! – See more at: http://www.vojcikowna.pl/2016/02/czy-ty-tez-tworzysz-internetowa.html#sthash.OidqUYNP.dpu

A może jakiś rabacik?

Tutaj krótko i bez ogródek. Jest promocja, jest i rabat. Skąd pomysł, że szary pracownik sklepu, ta najmniejsza mróweczka w hierarchii, może posiadać kompetencje do tego, żeby Wam dać jakąś zniżkę, kiedy aktualnie nie ma żadnych wyprzedaży walentynkowych/świątecznych/jakichkolwiek? Albo jeśli produkt jest z najnowszej kolekcji? Bitch, pleasena nową kolekcję rabatu nie dostałby nawet sam papież.

Ekspedientka nie jest Twoją służącą, ani koleżanką.

Chociaż może nią być, jeśli Ci na to pozwoli – tyczy się to jednak bardziej koleżanki, bo nie słyszałam nigdy o tym, aby ktokolwiek lubił robić z siebie służącego. Wiele zależy od sklepu, nie warto się spodziewać, że w Hugo Boss’ie, ktoś wypali do Ciebie na ty, ale w typowo młodzieżowym sklepie, kiedy sprzedawca jest mniej więcej w tym samym wieku, często się zdarza, że proces sprzedaży odbywa się bardziej na zasadach koleżeńskiej rozmowy, niż oficjalnej procedury. I to chyba nikomu nie przeszkadza, ja osobiście o wiele lepiej się czuje, kiedy wchodzę do sklepu i mogę sobie z pracownikami pogadać na luzie i od serca. Nikt jednak nie przepada, kiedy traktuje się go jak służącego. To, że sprzedawca akurat dorabia sobie w trakcie studiów i jest między Wami dwadzieścia lat różnicy, nie oznacza wcale, że można nim pomiatać. Też jest człowiekiem i niezależnie od wieku należy mu się szacunek – po prostu. Zdarzyło mi się w mojej karierze ( chociaż to trochę za dużo powiedziane) usłyszeć parę razy od dużo starszych ode mnie klientów komendy w stylu poszukaj mi jakiejś bluzy, daj mi to, przynieś mi tamto, w klimatach, no wiecie – mniej więcej jak do psa i najgorsze, że trzeba się na to uśmiechnąć i rzeczywiście podać, poszukać, przynieść, a jak trzeba to nawet i pozamiatać. Jedyne co mogłam zrobić, to, ryzykując spadek wskaźnika sprzedaży wraz ze świadomością wiążących się z tym dla mnie konsekwencji, powiedzieć najuprzejmiej jak tylko potrafię, niestety, ale nie mamy w tej chwili w żadnym z naszych sklepów pańskiego rozmiaru. Oczywiście zdarzało mi się otrzymywać w takiej sytuacji kartkę z numerem telefonu wraz z prośbą o ewentualny kontakt (oczywiście w pakiecie z nagłą zmianą usposobienia) i zawsze przyjmowałam ją z ochotą… oraz bezpośrednim zamiarem wyrzucenia jej do kosza. No cóż, kelnerzy plują do zupy, my wyrzucamy do śmietnika Wasze marzenia.

Pamiętajcie o tym, kiedy następnym razem wybierzecie się do sklepu.

[ NAPISY KOŃCOWE: od dzisiaj możecie znaleźć mojego bloga na platformie bloglovin, jeśli ktoś ma tam konto i miałby ochotę być na bieżąco z moimi wpisami, zapraszam do klikania w link pod spodem:
Follow my blog with Bloglovin
KURTYNA ]