Zrób komuś dzień.

Ilość wolnego czasu po sesji, wkracza na jakiś inny, surrealistyczny poziom i nagle z człowieka, który z niczym się nie wyrabia, stajesz się człowiekiem, który w zasadzie nie wie co ma ze sobą zrobić. Mija kilka leniwych dni, nadrabiasz zaległości w czytaniu książek, wylegujesz się beztrosko i niby wszystko jest w porządku, ale, nie oszukujmy się, ta chwila zazwyczaj nadchodzi i mówisz sobie, hej, może wypadałoby wyjść z domu.

Tak też się dzieje. Oszpachlowuję twarz na tyle, na ile to konieczne, mając przy tym nadzieję, że w końcu bardzo prawdopodobne, iż nikogo po drodze nie spotkam. Wrzucam na siebie coś wygodnego, chociaż staram się, aby nie była to stylówa na eleganckiego menela (bo jednak może kogoś spotkam) i pełna wigoru przekraczam próg kamienicy. Zauważam, nie kryjąc zadowolenia, że deszcz zupełnie przestał padać i ruszam w świat.

Towarzyszy mi przyjemna muzyka i głowa pełna przemyśleń dotyczących mojej świetlanej przyszłości. Wiecie, to ten moment, w którym pogrążacie się w świecie marzeń i chociaż mijają Was setki osób po drodze, to właśnie Wy gracie główną rolę w teledysku do piosenki, której słuchacie. Nie mówcie, że nigdy tego nie robiliście, bo i tak nie uwierzę. No ale, ostatecznie wszystko to byłoby zbyt piękne…

Więc w końcu z powrotem zaczyna lać. Jestem w takim miejscu, że raczej nie mam możliwości wykorzystania tajnego skrótu do mojego domu. Naciągam kaptur na głowę i z niepokojem obserwuję swoją kurtkę, która z każdym krokiem wygląda coraz bardziej tak, jakbym z jakichś niewyjaśnionych przyczyn postanowiła wejść w niej pod prysznic. Wtedy na horyzoncie spostrzegam wyraźnie zarysowane sylwetki dwóch mężczyzn, którzy zaczepiają na zmianę każdego przechodnia trzymając w ręce coś, co wygląda jak… no właśnie – ankieta.

Zaczynam analizować strategie jakiegoś zgrabnego uniku, chociaż w głębi duszy wierzę, że może po zobaczeniu zmokłej kury w jaką zdążyłam się przeobrazić, jegomoście odpuszczą sobie zadawanie mi jakichkolwiek pytań. Próbując nie nawiązywać z nikim kontaktu wzrokowego, idę przed siebie. Niestety, jeden z mężczyzn zachodzi mnie w taki sposób, że naprawdę nie mam wyjścia. Zdejmuję słuchawki i wlepiam w niego pytające ślepia. Jestem prawie pewna, że po twarzy spływa mi podkład.

Czy w przeciągu roku korzystała pani z tego lub tego leku? – gość nie wygląda na upierdliwego. Ma, na oko, około pięćdziesięciu lat, jest schludnie ubrany i w sumie myślę sobie – kurczę, strasznie mi Cię szkoda, że musisz tutaj stać w taką pogodę.
Nie. – odpowiadam zgodnie z prawdą.
Ani razu?
Ani razu. – już mam się z nim żegnać, więc uśmiecham się i robię krok do przodu. Wtedy on kładzie rękę na moim ramieniu.
Dziękuję pani bardzo za odpowiedź. Pięknie pani wygląda. – i wiecie, nie mówi tego, jak zboczeniec albo psychopata, który szuka sobie ofiar pod pretekstem przeprowadzania ankiet. Mile zaskoczona dziękuję mu i idę w swoją stronę.
Nie zaprzeczę – uśmiechnięta.

  • Jak zawsze w punkt! Tak chodzenie ze słuchawkami po ulicy jest niebezpieczne, zawsze wyobrażam sobie, że gram w filmie i… no właśnie wolę nie opisywać bo zaraz przyjdą panowie z białymi fartuchami i zbyt długimi rękawami co by zawiązać je na plecach. Mnie zawsze jest żal starszych osób, które musza pracować w jakiejś mało wdzięcznej pracy i zawsze staram się brać udział wtedy w ankietach czy brać ulotki dziękując z uśmiechem 🙂 Karma wraca jedno nasuwa się na myśl 🙂
    A co do sesji to pikuś w porównaniu z odebraniem dyplomu magistra, to jest wtedy beztroskie życie o ile oczywiście w miarę szybko znajdzie się pracę 🙂

  • Anonimowy

    Panowie stoją w tym miejscu praktycznie codziennie (jeśli to to miejsce o którym myślę) Zawsze gdy mam czas i łapie się do danej grupy to poświęcam te kilka minut na ankiete, zwykle jakieś opinie o produkcie, czasem degustacja połączona właśnie z ankietą, za udział dobra czekolada, czasem bony. Ogólnie polecam 😉