Krótka rozprawa na temat poniedziałku.

[UWAGA!] Post jest nacechowany emocjonalnie i nie wnosi nic wartościowego do Twojego życia. Jedyne co możesz po sobie zostawić to ciche zrozumienie.

Poniedziałek musi nadejść. Wychylasz nos spod kołdry i wiesz – zaczął się już po północy, ale Twój umysł pogrążony jeszcze w głębokim śnie nie zakodował tego momentu. A więc zanim jeszcze zaczniesz postrzegać i myśleć, on już tu jest. Wiesz dobrze, co to oznacza. Spełznięcie z łóżka zajmuje jeszcze dłuższą chwilę, kiedy próbujesz przypomnieć sobie jak w ogóle znalazłeś się we własnym łóżku. Poniedziałkowy poranek to jedna z tych chwil, w których zaczynasz wierzyć w bilokację, bo masz wrażenie, że jakaś część Ciebie znajduje się w innym miejscu, daleko od tego, na którym właśnie postawiłeś stopy, zastanawiając się, czy to na pewno dobry pomysł, żeby wstać. Próbujesz go pokonać haustem pierwszej mocnej kawy, ale on w odwecie każe Ci spojrzeć za okno, byś mógł sobie uświadomić, że dzisiaj przynajmniej przez pół godziny będziesz odśnieżał samochód. A to oznacza, że jesteś spóźniony – b a r d z o spóźniony.
Siedzisz w samochodzie i jednym uchem, które wzięło na siebie ciężar odbierania zewnętrznych bodźców słyszysz tego idiotę z eski, który o ósmej rano dzwoni do ludzi, żeby się z nich pośmiać, dzięki czemu przynajmniej na chwilę robi Ci się lepiej, bo dla kogoś dzień gorzej się zaczął, kiedy dowiedział się, że jego żona puszcza się z cyganem i zdążył się wkurwić, a potem jednak, he he he, okazało się, że to nieprawda, i co z tego, skoro dziwna wizja splecionych i brudnych ciał będzie mu towarzyszyć do końca dnia wraz ze świadomością, że zafundowała mu ją własna żona. Potem puszczają piosenkę Sarsy.
Gdyby matematyka była dniem tygodnia na pewno byłaby poniedziałkiem. On też staje się skomplikowany w momencie, którego nie zdążyłeś uchwycić pomiędzy chwilą, w której złamał Ci się ołówek i tą drugą, kiedy schyliłeś się do tornistra po temperówkę. Potem patrzysz na tablicę i uświadamiasz sobie, że nic nie rozumiesz oraz, że nikt Ci już tego nie wytłumaczy, bo po pytaniu czy wszystko jest jasne?, większość osób w pomieszczeniu kiwa z uśmiechem głową, a reszta udaje, że zrozumiała, żeby uniknąć robienia z siebie debila przed nauczycielką, bo może się okazać, że na poprzednich zajęciach też Ci coś umknęło, coś co już dawno powinieneś umieć i znać, a więc nic dziwnego, że i teraz nic nie rozumiesz.
Jeśli masz w poniedziałek jakieś zajęcia, to będzie ich zawsze najwięcej i zaczną się o ósmej rano albo przynajmniej skończą o dwudziestej, a gdybyś miał je do czegoś porównać do będzie to kolejno matematyka, fizyka i chemia, bez przerwy na papierosa albo zjedzenie śniadania, którego nie zdążyłeś skonsumować przed wyjściem, bo poniedziałek postanowił Ci zrobić niespodziankę i w ramach rekompensaty za to, że święta, które tak uwielbiasz, nie były w tym roku białe, zafundował Twojemu samochodowi śliczną białą pierzynkę i urocze wzorki na szybach, a Tobie odmrożenia pierwszego stopnia na dłoniach.
Jedyne co jest dobre w moim poniedziałku, to to, że nie muszę już pamiętać wzorów skróconego mnożenia, bo nie są mi do niczego, kurwa, potrzebne.
Niektórzy twierdzą, że w poniedziałek wszystko się zaczyna, a ja tam myślę, że w poniedziałek wszystko się może skończyć – na przykład nadzieja na udany tydzień.
Tak, jutro jest poniedziałek. Powodzenia.
  • Piosenka Sarsy. Tak. Zdecydowanie. Gdyby Sarsa była dniem tygodnia, byłaby poniedziałkiem

  • Na pewno 😀

  • Sarsa jest super.

  • Jutro pośpiewamy.

  • Wszystko, co najgorsze jest poniedziałkiem! Ale czy to jego wina, że jest pierwszym dniem po weekendzie i nic wtedy nam nie wychodzi? Również dobrze mógłby to być wtorek i każdy by narzekał. Bardzo ciekawy post, świetnie piszesz! Obserwuję
    outdisturb.blogspot.com/

  • W samo sedno.

  • Cicho pomilczę, ale dodam….że mam cholerne ferie. I setki zadanek z chemii. ?

  • Wiedziałam Doms, że trafię w Twoje gusta 😀

  • Współczuje! Chociaż zawsze uważałam, że chemia jest lepsza od fizyki, no ale to kwestia gustu 🙂

  • Powinna się nazywać nie Sarsa a Farsa

  • Idealne podsumowanie wszystkich poniedziałków, od nich zależy tak wiele. Przed każdym poniedziałkiem śpiewam "Jutro znowu gonić, biec, latać ponaaaad" :')

  • So in love with your blog! You've got such a fresh style and it really is a pleasure to read it!
    Would you like to follow each other on GFC? If yes just let me know once done and I'll be right back!
    xoxo
    Patricia http://patriciacori.blogspot.ch

  • Tak więc pozostawiam po sobie ciche zrozumienie. Ja za to obecnie poniedziałki mam wolne na studiach, ale zazwyczaj poniedziałek to termin kiedy zamyka się platforma e-learningowa, a ja mam znienawidzony angielski przez internet! Wrr. Jak dobrze, że już po sesji egzaminacyjnej.

  • Michał Mańkowski

    „Jedyne co możesz po sobie zostawić to ciche zrozumienie” – chyba wszyscy rozumiemy poniedziałkowy tragizm 😀 nawet teraz, na studiach, może w mniejszym stopniu, ale wciąż to jakoś funkcjonuje. Generalnie może już nie darzę aż taką antypatią poniedziałków co kiedyś, ale wciąż za nimi nie przepadam.

    Od słuchania radiowych audycji, które rzadko kiedy mają, przynajmniej według mnie, coś ciekawego i relaksującego do zaoferowania, wolałbym jednak zabrać do samochodu płytę lubianych przeze mnie artystów, najlepiej z takimi spokojnymi kawałkami, i słuchać. Ale też znać je wcześniej, żeby pewnych piosenek nie kojarzyć sobie z poniedziałkowymi porankami. Brrr!

    Kiedy chodziłem do liceum, poniedziałek stawiał przede mną tak ponurą wizję, że nie miałem nawet siły przejmować się tym, że czekają jeszcze pozostałe dni chodzenia do tej cholernej szkoły. I trzeba to było przeczekać. A w piątek radość, ale jakże przelotna. Życie.