Co powiedziałabym sobie dziesięć lat temu?

Kolejny post z dwoma podejściami – siadłam, napisałam co mi leżało na sercu, a potem popatrzyłam, przeczytałam, przeanalizowałam i doszłam do wniosku, że brzmię jak ciotka klotka, która wraz ze swoimi towarzyszkami z kółka wzajemnej osiedlowej adoracji wyrusza na krucjatę przeciwko młodym i głupim, z których nic już nie będzie (chociaż istnieje cień nadziei jeśli odprawią specjalne rytuały). Otóż, też zamierzałam skrytykować parę postaw, ale – albo stetryczałam do reszty albo moja podświadomość podpowiedziała mi, że mogę niechcący obrazić potencjalne czytelniczki – ostatnio zdarzyło mi się odwiedzić zbyt dużo stron prowadzonych przez osoby, które nie ukończyły jeszcze szesnastego roku życia, co, swoją drogą, było niewątpliwie punktem zapalnym do napisania tego posta – bo ton przybrałam łagodny, a refleksje zamknęły się w dobrych radach i pobożnych ostrzeżeniach. Nie tym razem.

Zanim opublikujesz jakieś zdjęcie w sieci, zastanów się dziesięć razy.

A potem jeszcze trzy – dla pewności. Na pierwszy rzut oka wszystko gra, tyle przecież słyszałaś o cudach, które możesz znaleźć w babcinej szafie. Coś jednak w tej retro sukience Ci nie pasuje – może po prostu to, że wyglądasz w niej do dupy? A może to prześcieradło robiące za tło jakoś dziwnie się pomarszczyło i zdjęcie nie wygląda już jak prosto ze studia? W kadr wkradł się kosz na brudną bieliznę? Koleżanka obiecała Ci profesjonalny makijaż, ale chociaż ona wygląda w nim jak z bajki, Ty raczej prezentujesz się jakbyś wyszła spod latarni, a nie zza szkolnej ławki?

Całe szczęście nauczyłaś się już od hipsterów, że nie podążasz drogą mainstreamu, a od popularnych blogerek, że wystarczy włożyć na siebie całą zawartość szafy, najlepiej w irracjonalnej kolejności, żeby stworzyć stylizację godną okładki Vogue’a. Koleżanki napiszą Ci z pewnością, że super wyglądasz (te z poczuciem humoru napomkną o ładnej toalecie, a Ty się obrazisz) i może nawet posilą się na jakieś zdanie złożone w komentarzu, żebyś go nie wzięła za spam, ale możesz być pewna, że już zaczęły Cię wytykać palcami. Oczywiście, tylko na chwilę, bo blogosfera to miejsce w którym aż roi się od okazji do kolejnych żartów. Od czasu do czasu znajdzie się ktoś z głową na karku, kto jeszcze sądzi, że swoim prawdziwym komentarzem coś zdziała, ale po przeżyciu kilku ataków rozwścieczonych i pewnych swoich racji trzynastolatek, z pewnością da sobie spokój i przestanie ratować świat.

I żeby nie było, wspominam o tym, bo sama mam photoblogi, które do tej pory wegetują gdzieś w sieci obnażając przed przypadkowymi gośćmi zdjęcia sprzed lat. Wolałabym o nich nie pamiętać – ale pamiętam, bo od czasu do czasu zawsze ktoś je odkopie (mam nadzieję, że nigdy nie będzie to mój potencjalny pracodawca) i śmiechom nie ma końca. Tak, też próbuję się uśmiechać – a w zasadzie – nie mam wyjścia, bo zapomniałam hasła do photobloga i nijak nie mogę go usunąć.

Przestań się bawić w trenerkę personalną i nie bierz ludzi na serio.

Nic mnie tak nie denerwuje, jak pseudofilozoficzne porady i refleksje trzynastoletnich, samozwańczych quasi-trenerów personalnych. Ledwo co skończyłam podstawówkę, ale niech to Was nie zwiedzie – doskonale wiem co to stres i jak sobie z nim radzić, co zrobić kiedy zostawi Cię Twoja wielka miłość albo okaże się, że najlepsza przyjaciółka od miesiąca obrabia Ci dupę za plecami.

Wytłumaczenie jest proste, jeśli dopiero co skończyłeś podstawówkę albo stoisz u wrót gimnazjum, to Twoja dozgonna psiapsia, której opowiadasz o wszystkich swoich sekretach bez wyjątku, już za jakieś trzy lata nie będzie się do Ciebie nawet okazyjnie odzywać; chłopak, którego uważasz za miłość swojego życia (swoją drogą, oglądanie romantycznych zdjęć, na których się całujecie i przytulacie sprawia, że zaczynam się zastanawiać, czy to w ogóle jest legalne) najpewniej zostawi Cię w przeciągu najbliższego roku i prawdopodobnie zapomni o tym nawet wspomnieć, a Ty najpierw doznasz lekkiego szoku, bo w High School Musical wszystko się dobrze skończyło, a potem, przy odrobinie szczęścia – jeśli Twoja najlepsza przyjaciółka jeszcze się na Ciebie nie wypięła, może nawet będziesz się miała komu wygadać. Kiedy przestaniecie się już kumplować, cała szkoła się o tym dowie.

W tym wieku jesteś tak niestabilny emocjonalnie, że po prostu chyba nie da się tego przejść inaczej. Próbujesz ukształtować samego siebie – to czas największych przemian i nic dziwnego, że ktoś z kim w jednym roku uwielbiasz spędzać czas, po wakacjach jawi Ci się jak zupełnie inna osoba. Tylko po co nad tym lamentować? Pewna powściągliwość w nawiązywaniu relacji może Cię kiedyś pozbawić istotnych zmartwień, także zanim postanowisz opowiedzieć komuś o swoim życiu, najpierw wygadaj się paprotce i zobacz, czy to nie wystarczy.

Nie licz, że na studiach jest lepiej.

Byle przejść przez tą paskudną szkołę, a potem studia – kraina mlekiem i miodem płynąca, wieczne wakacje, nareszcie będę się uczyć tylko tego co mnie interesuje, czysta przyjemność i zero obowiązków – ogólnie rzecz biorąc, żyć nie umierać…

Skorośmy się pośmiali, przejdę do rzeczy. Umówmy się co do jednego – jeśli narzekasz, że przedmiot trwa trzy lata i wspólnie z nauczycielem omawiacie w tym czasie trzy książki, to wiedz, że to uczciwy układ, a nawet – prowadzenie za rączkę. Co więcej – nauczyciele martwią się, że nie zdasz, więc jeśli masz niezaliczony sprawdzian albo kartkówkę, albo zapomniałeś donieść zwolnienia, od czasu do czasu Ci o tym przypomną i nie będziesz musiał nawet pytać. Na studiach możesz o tym zapomnieć. Twojego ćwiczeniowca nie interesuje, kiedy przyjdziesz zaliczyć zaległości oraz czy w ogóle to zrobisz, bardzo prawdopodobne, że nie będzie mieć dla Ciebie czasu i wcale się nie przejmie, że z tego powodu jesteś skazany na dwóję z ćwiczeń (na studiach dwójka zmienia swoją magiczną nazwę z „dopuszczający” na „niedostateczny”, gdyby ktoś nie wiedział). Każda sesja jest jak mała matura. Masz jeden semestr, pięć przedmiotów (to tylko założenie, bo może być ich więcej) i na każdy przedmiot musisz pochłonąć wiedzę obejmującą właśnie taką jedną książkę, na omówienie której w gimnazjum poświęcałeś wraz z nauczycielem cały rok.

PS: To nic, że wybrałeś kierunek, który wydaje Ci się spełnieniem marzeń. Zawsze znajdzie się przedmiot i to zazwyczaj przynajmniej jeden w semestrze, który Ci kompletnie nie podejdzie i nie będzie mieć nic wspólnego z Twoimi zainteresowaniami. I co, tak Ci się spieszy na studia?

Nie próbuj być na siłę dojrzały i elokwentny.

Bo nikt tego od Ciebie nie oczekuje. Mierny utwór literacki, który został napisany co prawda bardzo starannie, ale widać na pierwszy rzut oka – na siłę i bez większego talentu, doczekał się nawet swojej własnej definicji w słowniku (wyrazów obcych i zwrotów obcjojęzycznych, jeśli ktoś by był ciekawy co to za słowo). Pisz więc o tym, co najlepiej znasz i o tym, co czujesz, i nie udawaj, że popołudnia spędzasz na rozmyślaniach nad sensem swojego istnienia i przebiegiem swojej kariery zawodowej, bo przyszłość zweryfikuje wszystkie Twoje plany i znam osobiście ludzi, którzy z profilu humanistycznego w liceum wylądowali na stomatologii (pozdrawiam Cię Olu, jeśli to czytasz). Zresztą, na takie zmartwienia przyjdzie jeszcze czas i z własnego doświadczenia wiem, że lepiej to odłożyć na potem, bo dopóki możesz beztrosko przesiadywać na trzepaku pod swoim domem i spotykać się z koleżankami w celu omówienia swojej kreacji na szkolną dyskotekę (oraz, który chłopak hipotetycznie będzie chciał z Tobą zatańczyć, he he), dopóty Twoje życie sprawia Ci najlepszy prezent, na jaki je stać.

To właśnie rzeczy (ok, jest ich trochę więcej, ale poprzestańmy na tym poziomie upokorzenia), które chciałabym sobie powiedzieć, jeśli mogłabym się cofnąć w czasie. Oczywiście od tego wszystkiego o czym napisałam, bezsprzecznie jest wiele wyjątków – zapewne wiecie jednak, że to właśnie one umożliwiają istnienie reguł i z własnego doświadczenia, a także wielu relacji znajomych, mogę z całą pewnością stwierdzić, że są to zjawiska powszechnie spotykane – i co najgorsze, widzimy to dopiero po tych dziewięciu (stwierdzam, że nie jestem jeszcze tak stara, a ponieważ dziesiątka zdecydowanie na to wskazuje, liczba numer dziewięć wydała mi się bardziej w dobrym tonie, jeśli wiecie co mam na myśli) latach.

A Wy? Co powiedzielibyście, gdybyście się ze sobą spotkali dziesięć lat temu?

  • Na pewno bym sobie powiedziała coś przeciwnego niż Ty – Że jednak na studiach jest ciut lepiej niż w szkole 🙂 To w moim przypadku.
    Hmm co jeszcze. Nie przyzwyczajaj się do ludzi, i tak od Ciebie odejdą. Nie licz na "przyjaciół", bo to nie są stare czasy tylko XXI i każdy każdemu wilkiem. I pewnie bym sobie powiedziała rób swoje i ciesz się tym, co już osiągnęłaś 🙂
    Pozdrawiam http://takpoprostuzyc.blogspot.com/

  • Wiesz… Dla mnie to, że ludzie zalewają masowo sieć swoimi wynurzeniami jest największym problemem. W sensie – kiedyś przeżywało się "do wewnątrz", i ze swoją najlepszą psiapś – dzisiaj o Cierpieniach Młodych Werterów (przeprzaszam Verteruff) musi wiedzieć cały świat. Skąd ten przymus wyrzygiwania się na wszystkich wokół? Myślę że ludzie po prostu czują się bardzo samotni tam w środeczku, i liczą, że społeczeństwo w sieci im to jakoś wynagrodzi. Otóż – nie. Ale co ja tam mogę wiedzieć, jestem starą babą, a w wieku lat 12 nadal biegałam po drzewach, i bujałam się na trzepaku. O chłopcach nawet jeszcze nie było mowy 😛 Ale młodzież dojrzewa [płciowo] szybciej – to fakt. Szkoda, że głowa nie nadąża 🙂

  • Media społecznościowe zrobiły swoje 🙂 Ja najbardziej lubię, jak ludzie nie poprzestają tylko na wynurzeniach w kwestii osobistych przemyśleń, ale na przykład wyciągają swoje kłótnie na forum publiczne – i to nie dotyczy tylko nastolatków. Ja jestem zwolennikiem twierdzenia, że pewne sprawy najlepiej załatwiać w cztery oczy i bez świadków 😀

  • jeju, ten post jest niesamowity 🙂 niektóre podpunkty odnoszą się do mnie, powinnam powiedzieć to samo sobie parę lat temu
    zapraszam na nowy post ♥ queenxfangle.blogspot.com ♥

  • Świetnie napisany post 🙂 Z tymi studiami to mnie troszkę przeraziłaś xd wy-stardoll.blogspot.com

  • wszystko zależy od kierunku 🙂 być może ja tak na to patrzę, bo mam relatywnie ciężkie studia 🙂

  • fajny post i blog

    zapraszam do mnie http://strazaczka.tumblr.com/

  • Nominowałam cię do LBA 🙂
    http://necia-blog.blogspot.com/

  • Zdanie tej cholernej anatomii podkusiło mnie, żeby jednak narcystycznie nieco przejść się na Twojego bloga w poszukiwaniu rzeczonych pozdrowień, za które bardzo serdecznie dziękuję. Pierwsze, co nasunęło mi się na myśl to to, że pisałaś tego posta jednocześnie zagłębiając się w całkiem przepastne archiwum mojego nadal prężnie działającego fotobloga. Następnie przypomniałam sobie najlepsze na świecie truskavka22 i chryzelefantyna (było ich z tego co mi się kołacze w głowie nieco więcej, ale te nazwy zapadły w pamięci jakoś tak nade wszystko głęboko). Ale zasadniczo moje myśli po przeczytaniu tego posta sprowadzają się do powiedzenia -cholera, masz rację. Z tym, że trochę glupio się czuję z tym, że CZUJĘ, że mam (trochę wyimaginowane) problemy życia doczesnego, studenckiego. I za te 10 lat czytając o którymś z nich będę sobie myślała dokładnie tak samo – jaka Ty Grudzińska bylas szczęśliwa. Zero dzieci, zero podatków, zero procesów w sądzie, zero rozwodów, prawie zero pogrzebów, zero chorób. A zarazem za 60 lat (jeśli dożyję daj Bóg) usmiechne się delikatnie i powiem sobie "Boże, jaką Ty Grudzińska bylas niemądra, nie byłaś sama, Twoj mąż nie umarł, Twoje dzieci dawały Ci radość będąc przy Tobie a nie na drugim końcu świata. Twoje zarobki przewyższały dzisiejsza emeryturę co najmniej 5 razy. Bylas ładna, zaangażowana. Nie kładłaś się codziennie do łóżka z myślą " przecież mogę się już nie obudzić "". Perspektywa ma znaczenie. Oj ogromne.

  • Jak dobrze, że przytoczyłaś adresy tych, które już nie istnieją XD I swoją drogą nie – zagłębiłam się w przepastne archiwum jednego z moich tysięcy photoblogów, więc nie musisz się martwić. Chociaż podejrzewam, że w tym temacie od każdego można by było czerpać inspiracje sprzed tych paru (przynajmniej) lat 😀
    A co do przyszłości – z perspektywy czasu to chyba zawsze tak żenująco wygląda, ale warto czasami się zatrzymać i zatęsknić za starymi problemami, bo to zawsze daje jakąś nadzieję na to, że aktualne też kiedyś będą się jawić jedynie jako błahostki 😀

  • Cóż, moje życie dziesięć lat temu ograniczało się do – uwaga! – high school musical. Miałam osiem/dziewięć lat i tworzyłam sytuacje rodem z disney channel. Ugh, tak też reagowałam, udając dorosłą już nastolatkę.
    Osz, przyznałam się xD

  • Michał Mańkowski

    Ja na szczęście nie wstawiałem nigdy zdjęć, których mógłbym potencjalnie się wstydzić. Za to posty i wpisy – już tak. Tak to jest z nami, ludźmi, że z czasem mądrzejemy i nasze podejście do wielu spraw staje się spokojniejsze. Ale często nabieramy takiego przeświadczenia, że ta dzisiejsza młodzież to już nic dobrego nie osiągnie, patrząc na to, co teraz robi, a zapominamy, że sami nie byliśmy wcale lepsi 😉

    Do do porad – jasne, udzielać może ich każdy, ale nie każdy się do tego nadaje. Można próbować słuchać czyichś wskazań, ale pamiętajmy, że nie są one prawdą absolutną, a tylko subiektywną opinią. To jednak niestety prawda, że często wkrada się ta pseudo-filozofia. Ale grunt to mieć szczere chęci i naprawdę chcieć komuś pomóc. Tylko lepiej w takim razie porozmawiać z kimś z rodziny, przyjaciół normalnie, niż żalić się przed ludźmi, których ledwo się zna. Facebook to nie portal, na którym można swobodnie się zwierzać. No chyba że mówimy o chacie. Ale wciąż – najlepszym wyjściem jest rozmowa w cztery oczy 🙂

    Oj tak, podczas dojrzewania bardzo emocjonalnie podchodzi się do wielu spraw i tu naprawdę trzeba uważać, bo może to mieć spory wpływ na nasze relacje z ludźmi i postrzeganie samych siebie. Ale jeśli zapamiętamy samych siebie z tego okresu, łatwiej nam będzie zrozumieć i pouczyć nasze własne pociechy. Kiedy będą np. w gimnazjum.

    Też miałem złudne nadzieje co do studiów, że będzie lekko i będę robił tylko to, co mnie interesuje. Nie wiem skąd ta myśl. Jasne, w obliczu kartkówek i sprawdzianów z matematyki i chemii studiowanie tego, czym się człowiek interesuje, jawi się jako istny raj, ale w moim przypadku już jakiś czas temu doświadczyłem na własnej skórze, że byłem naiwny. Teraz widzę, że trochę jednak nie doceniałem nauki w podstawówce, gimnazjum i liceum. Ale mimo wszystko, wielu doktorów i profesorów jest chętnych do współpracy i pomocy studentowi, więc i tak jest nieźle.

    Ja bym sobie jeszcze 10 lat temu powiedział, że warto być pewnym siebie i asertywnym, nie uległym – bo to jest po prostu słabość. Trzeba mieć swoje zdanie. I więcej uczyć się dla siebie, chociaż ja i tak dużo czytałem, interesowałem się różnymi rzeczami. No i uprawiać STALE jakiś ciekawy sport 🙂 co prawda chodziłem do 2 klubów piłkarskich, ale atmosfera w nich panująca była dla mnie demotywatorem.