Czy mogę być winna grosika?

Zdarzyło mi się ostatnio natknąć na burzliwą dyskusję na temat wierzytelności spożywczej w postaci jednego grosza, o którego pani kasjerka pyta, czy może być dłużna i my mówimy zazwyczaj, tak nie ma problemu, a czasem nawet jak nastają dni bogactwa w sklepie i pani Zosia kładzie przed nami dumnie jednego grosza potrafimy pogardzić i rzucić nonszalancko – reszty nie trzeba. Czy aby na pewno?. Pozwolę sobie przytoczyć kilka opinii (oczywiście zupełnie anonimowo):

„(…)Moim zdaniem kasjer musi wydać grosika i mnie gówno obchodzi, czy on ma, czy nie. Nie raz na różnych sklepach okradano mnie z grosików.”

 

„Ogólnie takie coś jest karalne. Znaczy moze nie tak ale chodzi o to ze to wtedy nie jest opodatkowane i nie mają prawa nawet być winne grosik. Muszą wydać i koniec bo w taki sposób „okradają” państwo.”

 

„Grosz jest mój i mam prawo się o niego upomnieć. „


„To może ja zjem winogronko z waszego sklepu. Ciekawe jak wtedy wy mnie potraktujecie. Mam nadzieję że za to winogronko nie upadnie wam firma. ” – tu wyrwane z grubszej debaty, winogronko jest oczywiście metaforą grosika

 

Tyle krzyku o grosza, no kto by pomyślał, nigdy nie analizowałam, ale jeśli mam być szczera, może powinnam zacząć się zastanawiać, czy nie udać się do delikatesów zaraz za rogiem i nie poprosić o zasponsorowanie nowego samochodu albo wycieczki na Karaiby, bo pani Bożenka na pewno już za moje grosiki leżała nie raz i nie dwa na Malediwach – a ja się głupia zastanawiałam, skąd ta jej opalenizna nawet w środku mroźnej zimy?


Ale tak serio.

 

Warto sobie uświadomić, że kasjerka, prawdopodobnie gdyby mogła, odpuściłaby nawet i dziesięć groszy, to przecież nie jej pieniądze, więc jej nie zależy, ale nie może, bo ktoś ją z tego wieczorem rozliczy i może nie wyrzuci z pracy, ale z pewnością da dosadnie do zrozumienia, że jeśli sytuacja się będzie powtarzać, rozmowa inaczej się potoczy. I zaraz ktoś rzuci, że to tylko jeden grosz, ale jeden klient nie będzie miał gorsza, drugi dziesięciu, a trzeci zaraz „doniesie” trzy złote, bo niedaleko mieszka i… naprawdę muszę coś więcej pisać?


Wszyscy doskonale wiemy, że wędka marketingu ma na swoim haczyku przynęty, na które my, naiwne rybki, bardzo często się łapiemy. Gdybyście mieli do wyboru produkt za dwadzieścia złotych i zaraz obok bardzo podobny za dziewiętnaście dziewięćdziesiąt dziewięć, po który odruchowo sięgnie wasza ręka? Czy ktoś kiedyś pomyślał, że to właśnie jest powodem grosikowego deficytu? A kto zawsze daje w kasie odliczoną końcówkę ceny, niech pierwszy rzuci kamieniem.

Każdy kto kiedykolwiek stał na kasie, a mówię to również z autopsji, bo zdarzyło mi się parę razy, doskonale wie, że to nie od kasjera zależy, jakie nominały ma w kasie. Tym zajmuje się jego kierownik, dużo zależy też od tego, jak ludzie będą danego dnia płacić, i czy ktoś mi może wytłumaczyć, skąd pani Krysia ma tego grosza wyczarować, jak fizycznie nie ma go w kasie? Ma nakrzyczeć na kierownika, że jej nie rozmienił pieniędzy? Zwrócić klientowi uwagę, że widziała, że ma w portfelu jeszcze pięćdziesiąt złotych, więc nie powinien płacić stówką? Użyć sztuczki magicznej i wyjąć go zza ucha, a może dołożyć z własnego portfela?

Najbardziej przerażające jest dla mnie jednak, że ludzie skaczą sobie do gardeł i emocjonują z takiego błahego powodu. Żarty żartami, ale to przecież tylko grosik, ile razy upuściliście go na ziemię i nie chciało wam się po niego schylać, więc rzucaliście, no trudno, ktoś znajdzie na szczęście, aż nagle okazuje się, że w sklepie to co innego i ten nic nie warty złoty krążek zamienia się w synonim bogactwa i dostatniego życia, i jakże pani śmiała w ogóle spytać o to, czy może być winna?

Jakoś mnie to dotknęło, bo sama pamiętam swoje pytanie o grosza i lekką obawę, że klient, którego pytam, może się okazać akurat tym, który nie da się namówić na taką stratę i kąśliwie skomentuje moją propozycję. Nie podejrzewałam jednak, że ta sytuacja w niektórych budzi aż takie pokłady nienawiści.

Apeluję więc, grosik to kolejna z rzeczy, którymi nie warto się przejmować, a karma wraca i jeśli podarujecie pani Marzence wystarczająco dużo razy, nadejdzie ten dzień, że pani z warzywniaka na rogu odpuści aż trzydzieści groszy i wszystko się Wam zwróci (niejednokrotnie z nawiązką).

A Wy jesteście groszowymi maniakami?

  • Bardzo ciekawy post. Niby grosik, ale jakbym zliczyła to wiszą mi dużo tych grosików.

    http://fromcarolinee.blogspot.com/

  • Sama pracowałam w sklepiku szkolnym i o ile kiedyś śmiałam się z tych grosików, to mina mi zrzedła, gdy opiekunka zabierała wszystkie pieniądze, a taki byczek chciał sok za 1, 80, a ja miałam w kasie same 2 i 5 😉

    Miłego wieczoru, zapraszam na rozdanie u mnie 🙂
    http://przystosowana.blogspot.com/

  • Michał Mańkowski

    Ee, ludzie serio prują się o grosiki? C’mon, bądźmy ludźmi! To nie od pań kasjerek (czasem kasjerów) zależy, bo tak jak wymieniłaś, gdyby oni sami mogli, i 10 groszy (czy ileś tam) by nam odpuścili. A że w ciągu życia z tych grosików zbierze się nawet 50 złotych (chyba przesadzam z kwotą) ? No rzeczywiście fortuna, 50 złotych na kilkadziesiąt lat 😀